W poprzednim parlamencie laburzyści mieli 161 mandatów więcej niż opozycja, w tym ich przewaga stopniała do 66 głosów. W tej sytuacji premier Tony Blair będzie miał większe niż dotychczas trudności z przeprowadzeniem przez parlament rządowych projektów ustaw. Rząd będzie zatem słabszy niż w minionych ośmiu latach i to właśnie skłoniło inwestorów do wyprzedawania funtów.
Za jednego funta płacono w piątek 1,8960 USD w porównaniu z 1,9067 w czwartek wieczorem. Euro zdrożało z 67,96 pensów do 68,28 pensów. Analitycy spodziewają się jednak, że wpływ wyniku wyborów na notowania walut będzie ograniczony, gdyż przewidywano spadek popularności Partii Pracy, a zwłaszcza premiera Blaira.
Mniejsza przewaga w Izbie Gmin utrudni mu realizację zapowiadanych w czasie kampanii propozycji, dotyczących na przykład gruntownej reformy przestarzałego systemu emerytalnego czy zmniejszenia o 100 tys. osób, czyli jedną piątą, zatrudnienia w rządowej administracji do 2008 r. Oba te projekty są krytykowane przez wielu działaczy Partii Pracy.
Na notowania brytyjskiej waluty ma też wpływ kondycja tamtejszej gospodarki. Z najnowszego raportu wynika, że w kwietniu usługi rozwijały się wolniej niż miesiąc wcześniej i przed rokiem, a ta branża wytwarza niemal trzy czwarte brytyjskiego PKB. Gorszy wynik w sektorze usług nasilił spekulacje, że Bank Anglii utrzyma stopy procentowe na poziomie 4,75% na najbliższym posiedzeniu wyznaczonym na 9 maja. A gdy do tego doszło zwiększone ryzyko polityczne, uczestnicy rynku uznali, że lokalne maksimum tempa wzrostu gospodarczego i poziomu stóp procentowych Wielka Brytania ma już za sobą.
To ryzyko polityczne wynika nie tylko z mniejszej przewagi partii rządzącej w parlamencie, ale również ze słabnącej pozycji i popularności Tony?ego Blaira. Coraz głośniej i częściej mówi się, że raczej prędzej niż później zastąpi go na tym stanowisku obecny minister finansów Gordon Brown. A inwestorzy na ogół nie lubią zmian na szczytach władzy, a zwłaszcza niepewności co do tego, czy i kiedy do nich dojdzie.