Reklama

Mniej bezrobotnych, ale czy więcej pracy?

Sytuacja na rynku pracy poprawia się. Pracodawcy najchętniej zatrudniają ludzi bez wyższego wykształcenia. Osoby z dyplomem studiów - jak się okazuje - ostatnio częściej tracą pracę.

Publikacja: 07.05.2005 08:11

Liczba bezrobotnych spadła w kwietniu poniżej trzech milionów - taką zapowiedź przekazał kilka dni temu PARKIETOWI Piotr Kulpa, wiceminister gospodarki i pracy. Oficjalne dane GUS opublikuje dopiero pod koniec miesiąca. A więc pracy przybywa. Problem w tym, że niezbyt szybko, a w dodatku selektywnie - tylko w części branż. Jaka jest faktycznie sytuacja na rynku pracy?

Jadą za granicę

Według najnowszych dostępnych obecnie oficjalnych danych, w końcu ub.r. brakowało tylko pięciu tysięcy osób, by liczba zatrudnionych w gospodarce sięgnęła 7,5 mln. Jednocześnie pierwszy raz od trzeciego kwartału 1998 r. zatrudnienie wzrosło w stosunku rocznym. Na razie wzrosło ono tylko minimalnie - o 0,2%. Ale ponieważ trend poprawia się od dłuższego czasu, można się spodziewać, że w kolejnych kwartałach będzie coraz lepiej.

Liczba zatrudnionych wzrosła o 15 tys., ale jednocześnie liczba bezrobotnych spadła o 176 tys. Tak duża różnica świadczy o tym, że znaczna część odpływu z oficjalnych statystyk to wypadnięcie z rynku pracy albo przejście do szarej strefy - w obu wypadkach równoznaczne np. z utraceniem prawa do opieki zdrowotnej na koszt podatników.

W grę mogą wchodzić również wyjazdy zagraniczne. Taką tezę zdaje się potwierdzać fakt, że w ubiegłym roku nastąpił bardzo silny spadek liczby najmłodszej kategorii bezrobotnych - w wieku 18-24 lat. Ich liczba zmniejszyła się o niemal 12%, do 728 tys. Jednocześnie w wymiarze procentowym najsilniej spadało bezrobocie wśród młodych w województwach zachodnich (opolskie - o 18%, dolnośląskie, lubuskie - o 15%). A przecież to właśnie najmłodsi są najbardziej mobilną częścią siły roboczej.

Reklama
Reklama

Kto zatrudnia

Są jednak branże - i to wcale niemało - w których od pewnego czasu zatrudnienie systematycznie rośnie. Jeśli porównać liczbę zatrudnionych w marcu tego i ubiegłego roku, okazuje się, że najszybciej zwiększali zatrudnienie producenci sprzętu RTV, AGD i urządzeń telekomunikacyjnych. W końcu I kw. było ono w tej grupie firm o 14% wyższe niż rok wcześniej. Tyle tylko, że cała ta branża zatrudnia zaledwie 26 tys. osób. Zajmujący drugie miejsce pod względem dynamiki przemysł motoryzacyjny zwiększył liczbę miejsc pracy o 13%. Producenci pojazdów mieli większy udział w poprawie na rynku pracy, bo w marcu zatrudniali w sumie 100 tys. osób - dużo więcej niż wytwórcy sprzętu domowego. Wzrost zatrudnienia w handlu detalicznym był nieco mniejszy - 9%. Ale ponieważ handlowców mamy blisko 360 tys. - to właśnie ta branża w największym stopniu odpowiada za wzrost zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw - stworzyła ponad 28 tys. miejsc pracy. 13 tys. ludzi zatrudniły z kolei przedsiębiorstwa zajmujące się "obsługą nieruchomości i firm".

Z kolei branże, w których ubyło najwięcej miejsc pracy, to górnictwo (9 tys. mniej zatrudnionych, spadek o blisko 5%), "wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, wodę" (6,6 tys. mniej zatrudnionych, spadek o 3%) oraz "transport, gospodarka magazynowa i łączność" - w tej grupie są klasyfikowane m.in. firmy telekomunikacyjne (w marcu br. było tam o 5,4 tys. mniej zatrudnionych niż rok wcześniej, spadek wyniósł 1%).

Tania siła

Kogo najchętniej zatrudniano? Odpowiedzi na to pytanie można się domyślać już po danych o wynagrodzeniach. Średnia płaca co prawda rośnie, ale przez kilka ostatnich miesięcy tempo tego wzrostu było wolniejsze niż dynamika cen. To oznacza, że przeciętnie siła nabywcza płacy ulega zmniejszeniu. Firmy są niechętne podwyżkom - mimo że ubiegły rok przyniósł im rekordowe zyski, które w dużej części trafiły na ich rachunki bankowe. Zaś ci przedsiębiorcy, którzy zatrudniają nowych ludzi, mogą sobie pozwolić na luksus zaproponowania im stawek niższych od tych, które mają dotychczasowi pracownicy. Można to potraktować jako kolejne potwierdzenie tego, jak trudny jest w tej chwili rynek pracy. Można jednak również odebrać to jako sygnał, że najbardziej poszukiwani nie są wcale ludzie lepiej wykształceni i przez to drożsi, ale raczej tacy, których do nowego zajęcia przyuczyć stosunkowo łatwo. I wiele nie kosztują. Jaki jest efekt?

Nie do myślenia

Reklama
Reklama

"Niepokój budzi utrzymujące się wysokie (najwyższe ze wszystkich grup bezrobotnych zagregowanych według poziomu wykształcenia) tempo wzrostu wśród bezrobotnych, legitymujących się najwyższym poziomem wykształcenia. (...) Była to jedna z dwóch grup bezrobotnych, w której odnotowano wzrost bezrobocia (drugą grupą byli bezrobotni o wykształceniu średnim ogólnokształcącym)" - stwierdza ministerstwo gospodarki w opublikowanym niedawno raporcie o bezrobociu w 2004 r.

Bezrobotnych z wyższym wykształceniem nie jest wielu. W marcu br. było ich 144 tys. Ale w ostatnich dwóch latach ich liczba zwiększyła się o blisko 23 tys. Związany z nimi problem potwierdzają inne dane - mówiące o tym, w jaki sposób zmieniała się liczba bezrobotnych według poszczególnych grup zawodowych. Jeśli pominiemy parlamentarzystów i menedżerów, to dwie grupy o najwyższym statusie tworzą specjaliści i personel średniego szczebla. Ich udział w całości liczby bezrobotnych jest niewielki, jednak właśnie w ich przypadku mieliśmy do czynienia ze wzrostem, a nie spadkiem bezrobocia.

Największy popyt pracodawcy zgłaszali natomiast na robotników. Chociaż ich udział w ogólnej liczbie bezrobotnych nie przekraczał w końcu ub.r. 30%, to odpowiadali oni za ponad połowę spadku liczby bezrobotnych. Wyprzedzili w tym "pracowników przy pracach prostych" oraz sprzedawców. Ujmując to skrótowo - gospodarka potrzebowała w ub.r. ludzi do produkowania i sprzedawania. Do myślenia - raczej nie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama