Liczba bezrobotnych spadła w kwietniu poniżej trzech milionów - taką zapowiedź przekazał kilka dni temu PARKIETOWI Piotr Kulpa, wiceminister gospodarki i pracy. Oficjalne dane GUS opublikuje dopiero pod koniec miesiąca. A więc pracy przybywa. Problem w tym, że niezbyt szybko, a w dodatku selektywnie - tylko w części branż. Jaka jest faktycznie sytuacja na rynku pracy?
Jadą za granicę
Według najnowszych dostępnych obecnie oficjalnych danych, w końcu ub.r. brakowało tylko pięciu tysięcy osób, by liczba zatrudnionych w gospodarce sięgnęła 7,5 mln. Jednocześnie pierwszy raz od trzeciego kwartału 1998 r. zatrudnienie wzrosło w stosunku rocznym. Na razie wzrosło ono tylko minimalnie - o 0,2%. Ale ponieważ trend poprawia się od dłuższego czasu, można się spodziewać, że w kolejnych kwartałach będzie coraz lepiej.
Liczba zatrudnionych wzrosła o 15 tys., ale jednocześnie liczba bezrobotnych spadła o 176 tys. Tak duża różnica świadczy o tym, że znaczna część odpływu z oficjalnych statystyk to wypadnięcie z rynku pracy albo przejście do szarej strefy - w obu wypadkach równoznaczne np. z utraceniem prawa do opieki zdrowotnej na koszt podatników.
W grę mogą wchodzić również wyjazdy zagraniczne. Taką tezę zdaje się potwierdzać fakt, że w ubiegłym roku nastąpił bardzo silny spadek liczby najmłodszej kategorii bezrobotnych - w wieku 18-24 lat. Ich liczba zmniejszyła się o niemal 12%, do 728 tys. Jednocześnie w wymiarze procentowym najsilniej spadało bezrobocie wśród młodych w województwach zachodnich (opolskie - o 18%, dolnośląskie, lubuskie - o 15%). A przecież to właśnie najmłodsi są najbardziej mobilną częścią siły roboczej.