Ostatnia sesja tego tygodnia pokazała, że na rynku terminowym zaczyna przeważać przeświadczenie o zbliżającym się wzroście. Notowania na rynku terminowym były znacznie silniejsze od tych na kasowym. Wygląda na to, że gracze na kontraktach coś przeczuwają. W efekcie baza z ujemnej zmieniła się na dodatnią.
Nie wiem, czy takie przeczucie wystarczy. Wiem jednak, że optymizm przy minimach nie jest dobrym sygnałem. Takie nastroje raczej przeszkadzają we wzroście. Ten przecież się krystalizuje w sytuacji, gdy większość myśli o spadkach. Dlatego zwrot rynku dla większości jest niespodzianką.
Fakty są takie, że na razie mamy trend spadkowy. Zupełnie normalną sprawą jest poszukiwanie przez graczy punktu zakończenia tendencji. Normalną, choć nie wszyscy określiliby ją jako właściwą. Każdego kusi zawarcie transakcji w punkcie jak najbliższym ekstremum tendencji. Wtedy nie ma żalu, że "mogłoby się zarobić więcej". Jest to pułapka, w którą wpada większość graczy. Pokusa jest bardzo silna, ale właśnie oparcie się jej w dłuższej perspektywie wydaje się korzystniejsze.
Nie rozstrzygam, kto w tej chwili ma rację. Może faktycznie rynek teraz wzrośnie. Problem w tym, że podobnych sytuacji było już w tym trendzie kilka i za każdym razem lądowaliśmy niżej. Kto próbował być "sprytny", tracił. Być może teraz będzie inaczej, ale z pewnością bardziej opłacalne okazywało się spokojne oczekiwania na sygnały kupna.
Podobnie powinno się zachować w tej chwili. Rynek już nie spada, ale to jeszcze nie powód do angażowania poważnych środków do gry na wzrost. Jak zawsze w takich wypadkach sugerują wstrzymanie się z decyzjami do chwili pojawienia się jakichkolwiek sygnałów kupna. Najbliższym takim sygnałem będzie pokonanie spadkowej linii trendu.