Reklama

To jeszcze nie przełom

Początek maja przyniósł silne odreagowanie na rozwiniętych rynkach akcji. Mimo to amerykańskie indeksy wciąż pozostają w trendzie spadkowym. Na tle odbicia w USA i Europie Zachodniej wyraźnie słabiej zachowują się giełdy w naszym regionie.

Publikacja: 09.05.2005 09:17

Dzięki ostatniej zwyżce amerykański indeks S&P 500 zdołał powrócić do poziomu z początku kwietnia. Tym samym znalazł się powyżej dołków ze stycznia i marca (1163 pkt), których wcześniejsze przebicie w dół potwierdzało trend spadkowy. Wśród czynników sprzyjających odbiciu była umiarkowana przecena ropy naftowej - z poziomu ponad 55 USD do ok. 50 USD za baryłkę (w Nowym Jorku). Czy trend spadkowy akcji już się zatem zakończył? Trudno na razie o tak optymistyczne wnioski. Nie pojawiły się żadne sygnały kupna. Zasadniczy opór dla S&P 500 znajduje się na wysokości kwietniowego maksimum (1191 pkt), które wyznaczało szczyt poprzedniej korekty wzrostowej. Zmierzenie się indeksu z tą barierą już w najbliższym czasie grozi niepowodzeniem z uwagi na wykupienie sygnalizowane przez oscylator stochastyczny.

Między zniesieniami

Nawet jeśli odreagowanie nie przerodzi się w trwalszą zwyżkę, pozostaje nie bez znaczenia. Niedźwiedziom nie wszystko poszło tak gładko, jak można się było jeszcze niedawno spodziewać. Trend spadkowy jest przecinany silnymi korektami wzrostowymi. To może zapowiadać powtórkę sytuacji z ubiegłego roku, kiedy indeks co kilka tygodni zmieniał kierunek, ale w dłuższej perspektywie praktycznie stał w miejscu. Ciekawe wnioski przynosi analiza S&P 500 w długim terminie. Konsolidacja indeksu przez większość ubiegłego roku przebiegała w przedziale między dwoma kolejnymi zniesieniami "wielkiej bessy" z lat 2000-2002. Listopadowe wybicie nie tyle doprowadziło do kontynuacji hossy z 2003 r., co jedynie przesunęło indeks na wyższy poziom - pomiędzy 50-proc. zniesienie (ok. 1150 pkt) a 61,8-proc. zniesienie (ok. 1240 pkt).

O tym, że odbicie nie przyniosło rewolucyjnych zmian sytuacji technicznej, przekonuje wykres Nasdaq Composite. Tutaj korekta wygląda mało okazale. W przeciwieństwie do S&P 500, technologiczny indeks nie zdołał powrócić choćby do poziomu z początku kwietnia. W krótkim terminie istnieje możliwość ukształtowania się formacji podwójnego dna obejmującej przedział między 1904 pkt (kwietniowe dołki) a 1962 pkt (ostatni szczyt). Po wybiciu w górę z tej formacji prawdopodobny będzie ruch w górę o blisko 60 pkt, czyli w okolicę 2020 pkt. Na tej samej wysokości znajduje się kolejny opór wyznaczony przez kwietniowe maksimum. Realizacja potencjału wzrostowego wynikającego z podwójnego dna wiązałaby się z przebiciem linii kanału spadkowego. Dopóki jednak Nasdaq znajduje się poniżej lokalnego szczytu na poziomie 1962 pkt, o formacji podwójnego dna można tylko spekulować.

Europa w lepszej kondycji

Reklama
Reklama

Straty odrabiają także rynki europejskie. DAX zrealizował potencjał wzrostowy, wynikający z niewielkiego, krótkoterminowego podwójnego dna. Dzięki temu, że marcowa przecena nie była zbyt silna, niemiecki indeks znalazł się już w połowie drogi między kwietniowym dołkiem (4178 pkt) a ostatnim kilkuletnim maksimum (4428 pkt). Przed kilkoma tygodniami pisałem o formacji głowy z ramionami powstającej od lutego. Potencjał spadkowy wynikający z niej został bardzo szybko zrealizowany. Równocześnie wspomniałem wtedy, że głowa z ramionami stanowiła zwieńczenie długoterminowego klina zwyżkowego sięgającego sierpnia ub.r. Wybicie w dół z tego klina nie przyniosło na razie fali przeceny. Jeśli DAX zdecydowanie powróci powyżej linii szyi głowy z ramionami (ok. 4300 pkt), pesymistyczny scenariusz stanie się mniej prawdopodobny.

Region w tyleOdreagowanie na rynkach zagranicznych w niewielkim stopniu przełożyło się na poprawę nastrojów w naszym regionie. Nie tylko WIG20 wypada słabo na tle indeksów amerykańskich. W pobliżu niedawnych minimów znajduje się czeski PX 50. Na wykresie BUX-a począwszy od marca rysuje się formacja zniżkującego trójkąta. Dalszy ruch w dół jest obecnie bardziej prawdopodobny niż zdecydowane odbicie. O ile marcowe załamanie koniunktury tłumaczono wycofywaniem się globalnych graczy ze wszystkich rynków wschodzących (emerging markets), o tyle teraz teza ta niekoniecznie pozostaje aktualna. Giełdy w Argentynie czy Meksyku - również zaliczane do rynków wschodzących - od połowy kwietnia rosną szybciej niż akcje w USA. Te rozbieżności sugerują wzrost znaczenia czynników lokalnych. Trudno powiedzieć, na ile inwestorów zniechęciły zawirowania polityczne, a w jakim stopniu oddziałuje tu spowolnienie wzrostu zysków spółek i ich wysokie wyceny.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama