Jakiś czas temu Parkiet zorganizował dyskusję na temat prywatyzacji GPW. Jej uczestnicy snuli odważne i ciekawe wizje. Niechętnie tylko wdawali się w szczegóły. Minister skarbu - bo musi być powściągliwy i ważyć słowa. Giełda, bo nie wypada jej wychodzić przed szereg, czyli właściciela. Fundusze, bo dla nich to prywatyzacja jak każda inna - a w każdym razie do innych podobna: dopóki nie są znane warunki, to nie za bardzo jest o czym gadać. Itd., itp. Do tej pory zresztą na pytania kiedy, jak, komu i za ile, odpowiedź brzmi: szybko, sprawnie, najlepszemu kandydatowi, za dobrą cenę.
Skarb czeka teraz na opinie doradcy. Sporo mu zapłaci, by usłyszeć, co ma robić, choć pewnie wie od dawna, co chciałby zrobić i doradca też się o tym koniec końców dowie. Ale cóż, procedury rzecz święta. Poza tym w razie czego zawsze można powiedzieć, że tak wymyślili inni.
Na tym tle wyróżnia się uchwała walnego zgromadzenia Izby Domów Maklerskich. Słusznie się brokerzy domagają należnego im kawałka tortu. Ciekawie brzmią ich pomysły dotyczące zrównoważonej struktury akcjonariatu (oni, partner strategiczny, inwestorzy, MSP), czy skupienia przez GPW w celu umorzenia części akcji należących do Skarbu Państwa. To ostatnie oznaczałoby chyba, że proporcjonalnie zwiększyłby się - dziś symboliczny - udział innych akcjonariuszy, w tym domów maklerskich. Pomysły powinny być przedmiotem wnikliwej analizy. Czy będą?
Domy maklerskie chcą mieć "istotny" kawałek giełdy. Co znaczy istotny i kto chce mieć konkretnie, nie wiadomo, a szkoda. Jednocześnie oczekują, że będą mogły kupić walory po cenie nie wyższej niż ich wartość księgowa - wszak budowały dzisiejszą wartość spółki. Jak rozumiem, chodzi o wartość księgową po buy backu, który - skoro miałby być realizowany za gromadzone przez lata zyski - spowodowałby wyraźny spadek kapitałów własnych. Sprytnie. Sam bym się na to pisał. Dla przypomnienia, wartość księgowa GPW na koniec 2003 r. wynosiła 363 mln zł. Akcje innych giełd są notowane przy C/WK oscylującym na poziomie od prawie 2 (Ateny) do nawet 3,7 (LSE).
Propozycja IDM przypomina troszeczkę nieśmiałe postulaty giełdy, która uważa, że jej pracownikom należy się pakiet (a może raczej pakiecik) akcji. Mają przecież swój udział w budowaniu wartości spółki. Tak to już jest: sukces ma wielu ojców. Ale zważmy, co się by działo, gdybyśmy konsekwentnie poszli tą ścieżką.