Największa fala spadkowa w ostatnich dwóch latach, biorąc pod uwagę zmianę indeksu WIG20, dotknęła warszawską giełdę w październiku 2003 roku. Zanim wskaźnik ustanowił dno na 1 415 pkt stracił 16,1%. Licząc od maksimum z 1 września 2003 roku zniżka miała jeszcze większe rozmiary - wyniosła 17,4%. Odnosząc te spadki do obecnych wartości indeksu, można postawić tezę, że dotarcie do 1750-1770 punktów będzie można uznać za naturalną korektę w długoterminowym trendzie wzrostowym, która nie oznacza zmiany tej tendencji.
Inwestorzy zagraniczni
na minusie
Zastanawiając się, czy indeks największych spółek obniży się do tego poziomu lub nawet znajdzie się jeszcze niżej, warto zwrócić uwagę na dość niekorzystne położenie inwestorów zagranicznych. Zgodnie z danymi NBP saldo zagranicznych inwestycji portfelowych na koniec lutego, liczone za 12 kolejnych miesięcy, wyniosło prawie 50 mld zł. To najwyższy wynik w historii. Ogromna część tej sumy (42,3 mld zł, 85%) trafiła na rynek polskiego długu. Ale 7,6 mld zł zostało zainwestowane w papiery udziałowe, co w praktyce oznacza kupno akcji na giełdzie. Biorąc pod uwagą pojedyncze miesiące - w listopadzie i grudniu 2004 roku oraz lutym 2005 roku - napływ kapitału zagranicznego był najwyższy w historii.
Tymczasem WIG20 znajduje się mniej więcej na tym samym poziomie, co na przełomie stycznia i lutego, kiedy rozpoczynała się ostatnia fala wzrostowa. Inwestorzy, którzy w jej trakcie kupili akcje, są teraz na minusie. 20-sesyjna zmiana indeksu WIG20, przeliczona na euro, już ponad miesiąc (z niewielką przerwą w trakcie kwietniowej korekty) jest ujemna. Doszło tutaj do kolizji między wysokimi oczekiwaniami (kiedy w styczniu i lutym kupowano akcje stopy zwrotu z WIG20 - i krótko- i długoterminowe - były dodatnie) i rzeczywistością. Zamiast zysków inwestorzy mają straty. Rozczarowanie może być jednym z czynników zachęcających do sprzedaży posiadanych walorów.