Reklama

Korekta (jeszcze) w normie

Już ponad 12% stracił WIG20, od kiedy pod koniec lutego ustanowił 5-letnie maksimum na 2 118,5 pkt. W trakcie trwającej od dwóch lat hossy miały już miejsce większe spadki, zatem ze statystycznego punktu widzenia nie zdarzyło się jeszcze nic, czego nie dałoby się naprawić. Ale spojrzenie na rynek akcji, szczególnie w dłuższej perspektywie, nie napawa optymizmem.

Publikacja: 09.05.2005 09:18

Największa fala spadkowa w ostatnich dwóch latach, biorąc pod uwagę zmianę indeksu WIG20, dotknęła warszawską giełdę w październiku 2003 roku. Zanim wskaźnik ustanowił dno na 1 415 pkt stracił 16,1%. Licząc od maksimum z 1 września 2003 roku zniżka miała jeszcze większe rozmiary - wyniosła 17,4%. Odnosząc te spadki do obecnych wartości indeksu, można postawić tezę, że dotarcie do 1750-1770 punktów będzie można uznać za naturalną korektę w długoterminowym trendzie wzrostowym, która nie oznacza zmiany tej tendencji.

Inwestorzy zagraniczni

na minusie

Zastanawiając się, czy indeks największych spółek obniży się do tego poziomu lub nawet znajdzie się jeszcze niżej, warto zwrócić uwagę na dość niekorzystne położenie inwestorów zagranicznych. Zgodnie z danymi NBP saldo zagranicznych inwestycji portfelowych na koniec lutego, liczone za 12 kolejnych miesięcy, wyniosło prawie 50 mld zł. To najwyższy wynik w historii. Ogromna część tej sumy (42,3 mld zł, 85%) trafiła na rynek polskiego długu. Ale 7,6 mld zł zostało zainwestowane w papiery udziałowe, co w praktyce oznacza kupno akcji na giełdzie. Biorąc pod uwagą pojedyncze miesiące - w listopadzie i grudniu 2004 roku oraz lutym 2005 roku - napływ kapitału zagranicznego był najwyższy w historii.

Tymczasem WIG20 znajduje się mniej więcej na tym samym poziomie, co na przełomie stycznia i lutego, kiedy rozpoczynała się ostatnia fala wzrostowa. Inwestorzy, którzy w jej trakcie kupili akcje, są teraz na minusie. 20-sesyjna zmiana indeksu WIG20, przeliczona na euro, już ponad miesiąc (z niewielką przerwą w trakcie kwietniowej korekty) jest ujemna. Doszło tutaj do kolizji między wysokimi oczekiwaniami (kiedy w styczniu i lutym kupowano akcje stopy zwrotu z WIG20 - i krótko- i długoterminowe - były dodatnie) i rzeczywistością. Zamiast zysków inwestorzy mają straty. Rozczarowanie może być jednym z czynników zachęcających do sprzedaży posiadanych walorów.

Reklama
Reklama

Poprawa w krótkim terminie

Z drugiej strony analiza 20-sesyjnej stopy zwrotu prowadzi do wniosków umiarkowanie korzystnych dla posiadaczy akcji. Wartość tego wskaźnika najczęściej krąży między -10% i +10%. Kiedy już spadnie do -10% i dojdzie do zmiany trendu, wskaźnik rośnie przynajmniej do 0. Zatem w najbliższych dniach WIG20 powinien utrzymywać się w okolicach kwietniowego dołka. Ewentualny spadek poniżej zanotowanych wtedy 1855 punktów nie powinien być znaczący i doprowadzić do tak istotnego pogorszenia nastrojów, że odbicie rozpocznie się niejako naturalnie.

Na dość prawdopodobne odbicie wskazuje także coraz mniejszy zasięg kolejnych fal spadkowych. Między 9 i 21 marca WIG20 stracił 7,6%, od 6 kwietnia obniżył wartość o 6,2% i wreszcie od 25 kwietnia do 28 kwietnia spadł o 4%. Zastanówmy się, dokąd może sięgnąć ewentualne odbicie?

Jego zasięg ogranicza przełamana pod koniec kwietnia wzrostowa linia trendu, która zbliża się do 1950 pkt. Korekta pełniłaby tutaj rolę ruchu powrotnego do przebitego wsparcia. Warto zwrócić uwagę, że opisywana linia trendu, poprowadzona po dołkach z listopada 2003 roku, sierpnia 2004 roku oraz kwietnia 2005 roku jest zarazem dolną linią kanału wzrostowego o wysokości 280 punktów. Odmierzając 280 pkt w dół od punktu, w którym doszło do wybicia, otrzymujemy 1620 pkt, jako zasięg spadku wynikający z formacji. Z punktu widzenia tego scenariusza ruch powrotny może być ostatnią szansą do pozbycia się akcji po rozsądnych cenach.

Spojrzenie długoterminowe

Można się spierać, jakie są perspektywy rynku akcji w krótkoterminowym ujęciu. Oprócz czynników (nazwijmy je emocjonalnymi), które można odczytać z wykresów, warto wziąć pod uwagę kilka argumentów racjonalnych. Do takich zaliczyłbym zaplanowaną na koniec miesiąca ofertę publiczną Lotosu. Utrzymujące się rozczarowanie wśród zagranicznych inwestorów w połączeniu z odpływającymi środkami z krajowych funduszy inwestycyjnych i wysokim (oraz od dłuższego czasu niezmiennym) zaangażowaniem OFE w akcje sprawia, że część pieniędzy na papiery Lotosu zostanie wycofana z rynku wtórnego. Publikowane przez spółki wyniki za pierwszy kwartał potwierdzają, że tempo gospodarki zwalnia. Skala tego spowolnienia wciąż wydaje się niedoszacowana. To też inwestorzy będą brać pod uwagę już w najbliższych dniach.

Reklama
Reklama

Odchodząc od analizy krótkoterminowej spójrzmy na wykres WIG20 w ujęciu długoterminowym. Pierwsza faza hossy skończyła się 1 września 2003 roku - indeks zyskał w jej trakcie 60% w 6 miesięcy. Od listopada 2003 roku do lutego 2005 roku wzrósł o 50% w 15 miesięcy. To może być druga faza hossy, w której dodatkowo znacznie wzrosły obroty. Zwiększona aktywność inwestorów to wcale nie jest czynnik korzystny. Opisywane wyżej wybicie z kanału wzrostowego to może być początek kolejnej, końcowej fazy trendu. W jej końcowym etapie będziemy już mieć bessę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama