Firma straciła w pierwszych trzech miesiącach tego roku 319 mln koron duńskich (55 mln USD), podczas gdy analitycy prognozowali stratę 41 mln koron. Przed rokiem duński piwowar, szósty w branży na świecie, był pod kreską o 74 mln koron.
Co przyczyniło się do tak znacznego pogorszenia wyniku? Z jednej strony Carlsberg ponosi większe koszty odsetek od zadłużenia, zaciągniętego na sfinansowanie uzgodnionego w pierwszym kwartale przejęcia niemieckiego browaru Holsten Brauerei i odkupienia udziałów w Carlsberg Breweries od norweskiej Orkli. Dług, od którego Carlsberg musi odprowadzać odsetki, zwiększył się w pierwszym kwartale z 21,7 do 23,7 mld koron.
Z drugiej strony duński koncern sprzedaje coraz mniej piwa w zachodniej części kontynentu. - Europa Zachodnia to katastrofa - ocenia Edouard Dubuis, cytowany przez Bloomberga zarządzający z funduszu Clariden w Zurychu, w którego portfelu są akcje Carlsberga. Społeczeństwo na zachodzie Europy jest coraz starsze, więc mniej czasu spędza w barach. Zwiększaniu konsumpcji nie sprzyja też mizerne tempo rozwoju gospodarczego.
- Wzrost będzie pochodził z Rosji i Europy Wschodniej, ale najpierw trzeba tam więcej zainwestować, zanim się więcej zarobi - mówi Dubuis. I firmy inwestują. Parę dni temu o przejęciu rosyjskiego browaru Patra poinformował jeden z głównych konkurentów Carlsberga, holenderski Heineken. W Polsce Carlsberg (przejął i wycofał z giełdy browar Okocim) jest trzecim graczem na rynku piwa z udziałem ok. 15%.
Mimo słabych wyników, szef Carlsberga Nils Smedegaard Andersen podtrzymał wczoraj prognozę, która przewiduje zwiększenie zysku netto w tym roku o 15%, z ok. 1,1 mld koron w ub.r. Kurs spółki na giełdzie w Kopenhadze wzrósł wczoraj o ponad 1%.