Zacznijmy od "usprawiedliwienia" spadków. Można powiedzieć, że impulsem wywołującym lawinę podaży było zejście węgierskiego BUX pod ważne techniczne wsparcie na marcowych dołkach, połączone z ponownym osłabianiem walut w całym regionie. Wszystko z ofertą Lotosu w tle, która zabierze z rynku część wolnej gotówki. Trochę racji w tym jest.

Ale z drugiej strony, należy podkreślić, że wszystko to są jedynie impulsy do rozpoczęcia przeceny, które w przypadku silnego rynku byłyby zignorowane lub nawet wykorzystane na korzyść byków (Lotos przyciągnie zagranicę). Ale to nie jest silny rynek, co widać było w ostatnich tygodniach, gdy inwestorzy ignorowali świetne informacje (nawet lepsze od prognoz wyniki największych spółek), a uwagę wybiórczo koncentrowali na wszystkich negatywnych informacjach. Typowy objaw słabości rynku.

Kuriozalnym tego przykładem niech będzie raport Merrill Lynch, w którym analitycy obniżyli rekomendację dla akcji spółek z Europy Środkowej, co według rynkowej obiegowej opinii i serwisów informacyjnych mocno pomogło wczorajszej przecenie. Gdyby rynek był silny, to wszyscy widzieliby, że "wśród krajów regionu najbardziej obiecującym rynkiem dla specjalistów ML pozostaje Polska". Jeśli spojrzymy teraz na wykresy indeksów czeskiej i węgierskiej giełdy, które walczą dopiero z marcowymi dołkami, i zestawimy to z faktem, że FW20 i WIG20 są ponad 100 pkt niżej, to nie ma lepszego przykładu do pokazania, że są to tylko preteksty wyprzedaży. Po takim tekście nie pozostaje mi nic innego, jak przypomnieć, że prawdziwy powód spadku to kwietniowe przebicie "ostatniego" zniesienia (61,8%) trendu wzrostowego, które docelowy zasięg spadku wyznaczyło dopiero na styczniowych dołkach. A "nietechniczny" powód przeceny, jak widać, zawsze się znajdzie...