Pomijając koszty, jakie inwestorzy ponoszą z tytułu zawierania transakcji, spekulację kontraktami terminowymi można określić jako grę o sumie zerowej. Oznacza to, że suma strat, jakie w danym okresie poniosą wszyscy inwestorzy, którzy błędnie przewidzą kierunek zmian kursu, np. kontraktów terminowych na indeks WIG20, jest równa zyskom (z przeciwnym znakiem), jakie w tym samym czasie osiągną wszyscy inwestorzy, którzy prawidłowo określili kierunek zmian tego samego instrumentu pochodnego. Gdyby któregoś dnia otwarty był tylko jeden kontrakt na WIG20 (jeden inwestor posiada kupiony kontrakt - pozycja długa i jeden inwestor posiada sprzedany kontrakt - pozycja krótka), to w przypadku zmiany kursu kontraktu o np. +30 pkt, inwestor posiadający długą pozycję zarobiłby dokładnie 300 zł (30 pkt x 10 zł), a inwestor posiadający krótką pozycję straciłby dokładnie 300 zł. To, że suma zysków jest zawsze równa bezwzględnej sumie strat, nie oznacza jednak, że zarabia i traci dokładnie tyle samo inwestorów. Może bowiem być tak, że jeden uczestnik rynku ma długą pozycję o wielkości 500 kontraktów, a z drugiej strony jest 500 inwestorów, z których każdy ma tylko jeden sprzedany kontrakt (liczba długich i krótkich pozycji jest zawsze równa!). Jeżeli kurs pójdzie w górę o np. 30 pkt, to każdy z 500 inwestorów posiadających krótką pozycję straci 300 zł (razem stracą 150 tys. zł), a zarobi tylko jeden inwestor, ale aż 150 000 zł (30 pkt x 10 zł x 500 kontraktów).
Co miesiąc przybywa
359 spekulantów
Każdy inwestor, który chce grać kontraktami terminowymi lub opcjami na GPW, musi posiadać tzw. Numer Identyfikacyjny Klienta (NIK), nadawany przez Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych (KDPW). Pierwszy kontrakt terminowy (na indeks WIG20) pojawił się na GPW 16 stycznia 1998 roku. 15 kwietnia 2005 roku w KDPW było zarejestrowanych 31 658 NIK-ów. Miesięcznie przybywało więc średnio 359 potencjalnych inwestorów. Z danych publikowanych przez GPW wynika, że w przeważającej części są to gracze indywidualni. Niestety, aż 9,5 tys. z nich nigdy nie zawarło żadnej transakcji ani kontraktami terminowymi, ani opcjami. Można przypuszczać, że są to osoby, które zdecydowały się wystąpić o nadanie NIK-u podczas zakładania rachunku papierów wartościowych w biurze maklerskim, tak by w przyszłości mieć z głowy tę formalność, ale do dziś nie zdecydowały się skorzystać z możliwości zawierania transakcji na rynku terminowym.
Rekordowy przyrost liczby NIK-ów miał miejsce w lutym 2000 roku, czyli na miesiąc przed szczytem internetowej hossy. Wtedy aż 1130 nowych inwestorów chciało grać na rynku kontraktów terminowych (wykres nr 1). Sporo, bo ponad 700 nowych inwestorów, chciało mieć dostęp do kontraktów terminowych jeszcze w grudniu 2000 roku, czerwcu, listopadzie i grudniu 2001 roku, a także w październiku 2003 roku.