Czołową spółką w branży jest Wal-Mart Stores, największy amerykański sprzedawca detaliczny. Informacja Departamentu Handlu o wyższym od oczekiwań wzroście sprzedaży w kwietniu ukazała się bezpośrednio po raporcie kwartalnym Wal-Mart Stores, w którym spółka pokazała wprawdzie wzrost sprzedaży i zysku w pierwszych trzech miesiącach 2005 roku (w porównaniu z I kw. 2004 r.), ale ostrzegła, że w bieżącym kwartale nastąpi pogorszenie rezultatów. Prognozę zysku na akcję za II kwartał zrewidowano z 67 centów do 63 centów, przy oczekiwaniach rynku wynoszących 70 centów. Pod koniec kwietnia kurs akcji Wal-Mart spadł do 46,2 USD i był najniższy od 2,5 roku. Również w tym wypadku uwagę zwraca dywergencja między danymi fundamentalnymi a poziomem notowań. Choć w ostatnim roku zysk na akcję zwiększył się o 16% (w pięć lat został podwojony), to kurs obniżył się o 12%. Trudno w tym wypadku za spadek notowań "winić" zbyt wysoką wycenę rynkową - w ostatnich latach EPS Wal-Mart regularnie rósł, co skutkowało systematycznym spadkiem wskaźnika C/Z. Obniżenie kursu i wskaźnika C/Z można interpretować jak zapowiedź pogorszenia wyników w przyszłości, przed czym zresztą spółka właśnie ostrzegła. Kłopoty Wal-Mart to wskazówka, że innym firmom, których zyski zależą od wydatków konsumentów, również trudno będzie zwiększać EPS. I tym samym utrzymać bieżący poziom notowań.
Wokół linii trendu
spadkowego
Przed publikacją korzystnych danych makro (oprócz sprzedaży detalicznej, mniejszy od prognoz deficyt handlowy i większa od oczekiwań liczba nowych miejsc pracy) na rynku panowały korzystne warunki, nawet do ataku na szczyt z początku marca (na 1225 pkt dla S&P 500). Na wykresie S&P 500 doszło do przełamania spadkowej linii trendu, obejmującej ostatnie dwa miesiące notowań. Powstała krótkoterminowa formacja podwójnego dna, zanegowane zostało także wybicie w dół ze średnioterminowego podwójnego szczytu. Mimo to nie doczekaliśmy się żadnego spektakularnego ataku ze strony popytu, co można interpretować jako dowód jego słabości. Nie wykluczyłbym zatem, że mimo tych kilku korzystnych sygnałów technicznych, w dalszym ciągu mamy do czynienia tylko z korektą ostatniej fali spadkowej. Jej maksymalny zasięg można wyznaczyć na 1190 pkt, gdzie znajduje się 62-proc. zniesienie marcowo-kwietniowych spadków.Taką interpretację potwierdza wykres Nasdaq Composite. Choć tutaj również przed dwoma tygodniami rozpoczęła się zwyżka, to na razie daleko jeszcze do przełamania malejącej linii trendu, który od ponad czterech miesięcy wyznacza tempo spadków. Opór ten znajduje się na wysokości 2 tys. punktów. Poziom notowań na rynku Nasdaq w ogromnym stopniu zależy od tempa wzrostu PKB. Fakt, że wartość indeksu Nasdaq Composite pozostaje poniżej te granicy, można interpretować jak brak wiary inwestorów, że w przyszłości tempo to będzie wysokie.