- Szukam pracy. Mam dosyć, złożę wypowiedzenie.
- Ale jeszcze pan tego nie zrobił?
- Nie, ale podjąłem już decyzję. Nie mogę dłużej wytrzymać.
- Dobrze, że jeszcze nie złożył pan wypowiedzenia.
- To nie ma sensu. Trzeba znaleźć rozwiązanie.
- Szukam pracy. Mam dosyć, złożę wypowiedzenie.
- Ale jeszcze pan tego nie zrobił?
- Nie, ale podjąłem już decyzję. Nie mogę dłużej wytrzymać.
- Dobrze, że jeszcze nie złożył pan wypowiedzenia.
- To nie ma sensu. Trzeba znaleźć rozwiązanie.
- Proszę pamiętać o złotej regule: nigdy nie rzucaj pracy, dopóki nie masz nowej.
- Znam tę regułę, ale proszę mnie zrozumieć: ta sytuacja mnie niszczy. Ja oszaleję, nie przesadzam. Jestem typem wytrzymałym. Jestem mocny. Nie potrafię tak inaczej. Jestem człowiekiem akcji. Moc zawsze jest ze mną. Jednak kiedy napotykam mur silniejszy ode mnie, muszę mieć pokorę.
- Nie wątpię. Mimo wszystko nawet najsilniejszy menedżer, który zostaje bez pracy, traci wiarę w siebie. To widać. I to, że widać jeszcze bardziej, jak obniża poziom wiary w siebie.
Kandydat kiwa głową, ale też kręci nosem. Ja żałuję, że jeszcze raz wcisnąłem poradę, o którą nikt nie prosił. Czuję się doradcą personalnym, a często zbytnio przejmuje się swoją rolą, zapominając o prawdziwej prośbie kandydata. Początek spotkania kwalifikacyjnego zbyt dobrze nie wróży i rzeczywiście kandydat mówi dalej:
- Znajdę pracę. Odniosłem wiele sukcesów. Nawet w obecnej firmie, gdzie sytuacja jest napięta, udało mi się wykonać ten zwrot o który nam chodziło. Kiedy moi koledzy z zarządu walczyli między sobą, ja byłem między nimi i gasiłem pożar, który oni wywołali.
- Ale skąd tyle niepokoju? "Dosyć, szał, nie do wytrzymania" to pana słowa.
- Proszę to zrozumieć. Ja się angażuję w to, co robię. Lubię swoją firmę. Mój zespół jest fantastyczny. Nie mogę znieść tego, że ktoś niszczy to, co budowałem. Ktoś niszczy mój świat.
- Co to znaczy "mój świat"?
- Tyle serca w to włożyłem.
- Ale to nie należy do pana.
- Ja się identyfikuję z wynikiem mojej pracy. To mnie motywuje.
- Za wynik dostaje pan pieniądze. Do czego pan chce doprowadzić?
- Ja nie należę do tych, którzy wyżywają się na koszt firmy. Nie jestem ani szeregowym wynajętym pracownikiem, ani bestią polityczną. Wykonuję zawód menedżera najlepiej, jak potrafię. Znalazłem się w nieodpowiednim miejscu. Błąd przy zatrudnieniu. Tego się nauczyłem.
- Czego się pan nauczył?
- Nauczyłem się, że trzeba rozpoznać dokładnie, jaka jest sytuacja interpersonalna w firmie zanim się podejmie pracę.
- Czy pan nie zrobił tego w przypadku obecnego pracodawcy?
- Prawda, że to zrobiłem. Miałem dobrą intuicję, ale nie uwierzyłem.
- Czego pan szuka?
- Firmy, gdzie panują zdrowe, klarowne układy.
- Pan zna takie firmy?
- Słyszałem. Sam nie miałem takiego szczęścia, ale koledzy mi opowiadali o swoich firmach.
Łapię się na tym, że coraz bardziej lituję się nad kandydatem. Mój klient nie chce zatrudnić lidera, który nie ma szczęścia. Z jednej strony nie wątpię w jego sukcesy, z drugiej pod skórą czuję kompleks nieudacznika. Postanawiam dowiedzieć się przy użyciu prowokacji, co znajduje się pod jego maską. Kandydat stwarza mi taką możliwość:
- Dużo o mnie opowiedziałem. Mam nadzieję, że to się pokrywa z informacjami, które pan ma o mnie. Zresztą, skąd pan ma namiary do mnie?
- Z identyfikacji.
- Co to znaczy?
- Mam zespół reasercherów. Jest search strategy, która ustala kryterium poszukiwań, na podstawie których opracowujemy long list.
- Tak to robicie? Do tej pory headhunterzy dzwonili do mnie, mówiąc "polecono mi pana...".
- Taka jest praktyczna formułka. Dodaje się, że nie możemy zdradzić źródła naszego informatora.
- A to nieprawda?
- Czasami tak, często nie. Nie dzwoni się do nazwiska, ale do stanowiska w firmie, należącej do targetu.
- W taki sposób poszukuje się menedżerów, a nie liderów, proszę pana.
Kandydat zrobił poważną minę. Chce mnie pouczać, jak robić executive search. Trochę się obraził. Tracę resztę nadziei, że może być z niego pożytek w jego obecnej sytuacji. A on dalej:
- Lider to ten, kt- Jestem doradcą personalnym.
- A RSQ, co to jest? To nie "big name".
Kandydat patrzy z góry na moją wizytówkę położoną na stole. Widać, że chce zapytać, co znaczą litery RSQ, ale nie pyta. A ja czuję się zdruzgotany w swojej tożsamości. Przecież to moja marka. I z powrotem patrzę na niego, bez pretensji. W tym momencie zrozumiałem, że prawdziwy lider to ten, który potrafi zrobić tak, żeby jego ludzie identyfikowali się z firmą, zachowując zarazem swoją tożsamość. Lider awansuje aż do momentu, w którym firma obejmowana przez niego zaczyna go przerastać, a kiedy identyfikuje się z firmą, traci dystans i się gubi.
* Wszystkie zdarzenia opisane w felietonie są fikcyjne.
Globalna roczna produkcja srebra od lat waha się w przedziale od 800 do 900 milionów uncji – czasami nieco więce...
Bezpieczeństwo żywnościowe, technologie jutra i kierunki dla handlu. Branża spożywcza i rynek z konsumentami w c...
- Nie zakładamy już stabilizacji długu w średnim terminie, przy braku dodatkowych działań konsolidacyjnych. Prog...
Cele polityki energetycznej nakreślone są na wiele lat w przód, ale ich realizacja trwa już od długiego czasu. Z...
– Naszym celem jest większa kontrola i lepsza ochrona graczy – mówi Jari Vähänen, przewodniczący Fińskiego Stowa...
Udało nam się zmienić domenę .pl z jednej z najniebezpieczniejszych, w których jest najwięcej stron scamowych, w...