Zdaniem obrońców Chodorkowskiego, już pierwsze słowa sędzi Iriny Kolesnikowej wskazały, że wyrok będzie skazujący.
Do ogłoszenia przerwy w odczytywaniu wyroku (do dziś, do godziny 10.00) sąd zdążył uznać m.in., że Chodorkowski i Lebiediew nieleglnie przejęli 44% akcji należącego do skarbu państwa Naukowo-Badawczego Instytutu Nawozów Sztucznych i Insektofungicydów (NIIUUIF), przywłaszczyli sobie pieniądze z kont spółki Apatit, a także uchylali się od płacenia podatków jako osoby fizyczne. Łącznie zostali wczoraj uznani winnymi sześciu z zarzucanych im czynów.
Według adwokatów Chodorkowskiego, odczytywanie wyroku może potrwać kilka dni, ponieważ same akta sprawy liczą ponad 400 tomów. Za zarzucane przestępstwa oskarżonym grozi do dziesięciu lat więzienia. Lebiediew przebywa w areszcie już blisko dwa lata, a Chodorkowski od półtora roku.
W oczach wielu obserwatorów proces przeciwko byłym szefom i udziałowcom Jukosu, jeszcze niedawno największego koncernu naftowego w Rosji, został uznany za polityczny. Wczoraj w trakcie ogłaszania werdyktu przed moskiewskim sądem pikietowali zwolennicy i przeciwnicy Chodorkowskiego i Lebiediewa. Tych pierwszych było kilkaset, drugich - kilkudziesięciu. Demonstranci skandowali "Precz z Putinem!", "Putin pod sąd!". Funkcjonariusze policji zatrzymali około 20 osób.
W miniony piątek rosyjska prokuratura generalna ogłosiła, że szykuje kolejne akty oskarżenia przeciwko Chodorkowskiemu i Lebiediewowi. Mają odpowiadać m.in. za pranie brudnych pieniędzy.