- Do tej pory rynek obstawiał wygraną Platformy Obywatelskiej, która uważana jest przez inwestorów za partię prorynkową i zwolenniczkę szybkiego wejścia Polski do strefy euro. Teraz sondaże wyborcze nie są jednoznaczne. Nie wiadomo też do końca, jaki program gospodarczy ma Prawo i Sprawiedliwość. Na dodatek nie ma pewności, czy te dwie partie będą mogły same utworzyć rząd - mówi Marcin Mrowiec, ekonomista BPH. Jego zdaniem, przed wyborami kurs euro może wzrosnąć do 4,3-4,35 zł z 4,21 zł obecnie. - Jeżeli do władzy doszłyby partie populistyczne, możliwe jest umocnienie euro jeszcze o kilkanaście groszy - dodaje.
Obawy
przed Samoobroną i LPR
Podobne oczekiwania ma Mariusz Trzpil, dealer walutowy z banku Pekao. Jego zdaniem, w okresie przedwyborczym nasza waluta może się osłabić do ok. 4,4 zł za euro. Jeżeli jednak wynik PO i PiS będzie słaby, na korzyść LPR czy Samoobrony, to złoty spadnie do ponad 4,5 zł za euro. Nasza waluta traci na wartości od początku marca, gdy euro kosztowało mniej niż 3,9 zł.
Kolejna sprawa to prace nad przyszłorocznym budżetem. Rząd planuje obniżenie deficytu do 30 mld zł. - Pytanie, na ile opozycja włączy się do tych prac. Jeżeli jej udział będzie konstruktywny, a projekt budżetu będzie wskazywał na możliwość szybkiego wejścia do ERM2, to reakcje inwestorów powinny być pozytywne - ocenia M. Trzpil. M. Mrowiec zwraca uwagę na ryzyko zwiększenia wydatków publicznych przez obecny parlament, bo posłowie walczą już o głosy wyborców. Chodzi o projekty ustaw dotyczących m.in. waloryzacji rent i emerytur, przechodzenia na wcześniejszą emeryturę, dodatków dla emerytów i rencistów czy ulg podatkowych dla osób wychowujących dzieci.