Prezydent Władimir Putin w ub.r poparł ideę połączenia Gazpromu i Rosnieftu. Powstałaby firma, zdecydowany lider branży energetycznej w Europie Środkowowschodniej, dorównująca rozmiarami takim gigantom z branży, jak amerykański Exxon Mobil. Jednak w datowanym na 15 maja prospekcie dotyczącym emisji obligacji zarząd Gazpromu informuje, że fuzja z Rosnieftem jest "mało prawdopodobna". Połączeniu sprzeciwia się bowiem Siergiej Bogdanczikow, prezes Rosnieftu, a także grupa członków rządu, zwolenników zachowania niezależności naftowej spółki. Ewentualne połączenie obu firm skomplikowało przejęcie pod koniec ub.r. przez Rosnieft najważniejszych aktywów należących do upadającego koncernu naftowego Jukos. Chodzi przede wszystkim o zakłady produkujące ropę w Nieftiejugańsku.

Informacja opublikowana przez Gazprom pobudziła ponad 3-proc. wyprzedaż akcji spółki. Pod znakiem zapytania stanęła bowiem nie tylko gigantyczna fuzja w Rosji, ale również zapowiadane, jako kolejny krok, zlikwidowanie przepisów uniemożliwiających zagranicznym inwestorom kupowanie akcji Gazpromu. Teraz dla obcego kapitału dostępne są tylko kwity depozytowe (ADR-y) potentata gazowego, notowane na zagranicznych giełdach. Nie mogą oni posiadać więcej niż 20% udziałów w spółce. Rząd planował jednak zapewnić sobie kontrolny pakiet akcji Gazpromu (po zakupie Rosnieftu) i znieść restrykcje dotyczące pozostałych papierów.

Gdy po południu rząd oficjalnie poinformował, że nie będzie fuzji, ale jednak zwiększy udział w Gazpromie (dokupi ponad 10% walorów), akcje spółki odrobiły straty z nawiązką i kurs wzrósł ostatecznie o 6,5%. Władze podtrzymały też plany udostępnienia akcji dla inwestorów z zagranicy.

Bloomberg