Tak optymistycznie na giełdzie nie było już dawno. Po raz ostatni WIG20 zyskał więcej niż 2% pod koniec lutego, kiedy na wykresie budowane było niemal 4-letnie maksimum. Czy wczorajsza sesja to zapowiedź powrotu do trendu wzrostowego, czy też jednorazowy wyskok? Warto zwrócić uwagę na obroty, które na spółkach z WIG20 przekroczyły 500 mln zł po raz pierwszy od ostatniej sesji marca. Tym razem do gry włączył się poważny kapitał.

Wygląda to na skumulowaną reakcję na kilka pozytywnych czynników. Po pierwsze, ropa naftowa stała się tańsza (notowania gatunku Brent spadły do 48 dolarów za baryłkę, najniżej od prawie trzech miesięcy), a odczyt inflacji bazowej w USA okazał się niższy od oczekiwań. Trochę zatem osłabły obawy o spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego, związanego z drożejącymi nośnikami energii i jednocześnie przygasła inflacja, co w opinii inwestorów zdejmuje presję z amerykańskiego banku centralnego na podnoszenie stóp procentowych. Nie postawiłbym jednak złamanego centa na utrzymanie się tej opinii w dłuższej perspektywie - skoro analitycy szanowanych banków inwestycyjnych potrafią wyznaczyć cenę baryłki ropy i na 25 USD, i na 100 USD, to i inwestorzy indywiudalni mają prawo zmieniać zdania.

Oczekiwane niższe stopy w USA przełożyły się na zwiększony popyt na obligacje z rynków wschodzących - w Polsce rentowność paierów 2-letnich i 10-letnich spadła do najniższego poziomu od 52 tygodni. Istotnym czynnikiem zachęcającym do inwestowania w polskie aktywa jest tegoroczne osłabienie złotego. Sprawiło, że nasze akcje i obligacje stały się dla inwestorów zagranicznych tańsze.

Wczorajsza sesja nie przesądza jednak o tym, że wracamy do trendu wzrostowego. Wszystkie wymienione czynniki w niczym nie zmieniają faktu, że jesteśmy po sezonie publikacji raportów kwartalnych, które okazały się słabsze od oczekiwań. Przede wszystkim po stronie przychodów, które dla wielu firm okazały się niższe niż na koniec 2004 roku (biorąc pod uwagę cztery kolejne kwartały). Osłabiający się złoty i niższe ceny surowców (wciąż są droższe niż w zeszłym roku) pomogą wynikom finansowym dopiero za kilka kwartałów.