Kredyty konsumenckie w latach 2005-2009 będą rosnąć o 6% rocznie (podobnie jak w Unii Europejskiej), a hipoteczne co najmniej czterokrotnie szybciej - wynika z prognoz Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową, które zostały przedstawione na konferencji na temat trendów rozwojowych na rynku bankowym w Polsce. Tymczasem wzrost portfela kredytowego przedsiębiorstw w tym roku wyniesie blisko 8%, 7% w przyszłym, a później zaledwie ok. 4,5%. - Jeśli chodzi o korporacje, to nie jest to czarny scenariusz, ale też nie są jest to wzrost, na który liczą banki. Jednak te instytucje, wbrew deklaracjom, nie zabiegają zbyt usilnie o tę część rynku, ponieważ nadal jest ona najbardziej ryzykowna i najmniej dochodowa. Wolą koncentrować się na obsłudze klientów indywidualnych oraz państwa - zaznaczył Leszek Pawłowicz z IBnGR. Jego zdaniem, firmy w coraz większym stopniu będą wykorzystywać inne metody pozyskiwania kapitałów - na przykład, będą się finansować emisją obligacji. Sytuację ratują nieco kredyty pomostowe związane z dotacjami unijnymi. Jest to jednak produkt, który wymaga od banków dużo większego zaangażowania niż zwykły kredyt. Chcąc ograniczyć ryzyko nieotrzymania dopłat z UE przez kredytowaną firmę, banki muszą angażować dużo wysiłku w doradztwo i nadzór nad projetem.

Głównym motorem wzrostu akcji kredytowej dla ludności będą natomiast kredyty hipoteczne - na koniec 2005 r. ich wartość Instytut szacuje na 44 mld zł, a w 2009 r. już na 96 mld zł. - Rynek ten ożywiłby się jeszcze bardziej, gdyby zostały zmienione przepisy zakazujące wykwaterowania lokatorów na bruk z prywatnych mieszkań. Byłoby wówczas duże zainteresowanie budową pod wynajem, tak jak dzieje się to na Zachodzie Europy - podkreślił Leszek Pawłowicz.

O ile ludność coraz chętniej będzie od banków pożyczać, to coraz mniej będzie w bankach oszczędzać. W ciągu 5 lat co 6 złotówka z banku przejdzie do funduszy inwestycyjnych, firm ubezpieczeniowych i na giełdę.