Francuska gospodarka, trzecia co do wielkości w Europie, miała - według ekonomistów - wzrosnąć w I kwartale w stosunku do poprzednich trzech miesięcy o 0,5%. Wynik aż o 0,3 pkt proc. niższy jest mocnym rozczarowaniem, tym bardziej że w IV kwartale ub.r. PKB Francji zwiększył się o 0,7% a w ub.r. to właśnie kraj znad Sekwany uznawano za jeden z motorów napędowych, borykającej się ze słabym tempem wzrostu strefy euro.

Jako jeden z głównych powodów zwolnienia tempa wzrostu francuskiej gospodarki podano wysokie ceny energii, które przyczyniły się do zmniejszenia eksportu, produkcji przemysłowej (stała w miejscu w I kwartale) i wydatków konsumenckich (wzrosły o 0,7%, po 1,1-proc. zwyżce w IV kwartale ub.r.) oraz zniechęciła firmy do zatrudniania pracowników. W efekcie stopa bezrobocia wzrosła we Francji do 10,2%.

Zaskakująco słabe wyniki gospodarki znad Sekwany będą mieć duży wpływ na sytuację w całej strefie euro. Analitycy ostrzegają, że Komisja Europejska może zrewidować prognozę wzrostu PKB Unii Europejskiej w I kwartale, która zakłada teraz zwyżkę o 0,5%. Wiele będzie zależeć od Hiszpanii, która dane na temat rozwoju gospodarki w I kwartale ma podać 25 maja. Słabe dane spowodują też prawdopodobnie, że Francuzi pójdą w ślady Niemców i też zaczną mocno krytykować Europejski Bank Centralny (EBC) za nieodpowiednią politykę pieniężną.

Informacja o gwałtownym przyhamowaniu gospodarki ma też wyjątkowo istotny aspekt polityczny. 29 maja we Francji odbędzie się referendum w sprawie konstytucji Unii Europejskiej, a ostatnie sondaże pokazują, że nad Sekwaną jest więcej przeciwników niż zwolenników jej przyjęcia. Od kilku tygodni trwa we Francji intensywna kampania, która ma przekonać obywateli do głosowania przyjęciem traktatu. Prezydentowi Jacquesowi Chiracowi trudniej będzie to jednak czynić, gdy gospodarka gwałtownie hamuje, a stopa bezrobocia przekracza 10%.