Samo dotarcie WIG20 do silnego wsparcia w okolicy 1800 pkt to zbyt mało, by zapowiadać trwalszą poprawę koniunktury. Jeśli spadek z ostatnich dwóch i pół miesiąca jest forpocztą nowego trendu, który okaże się korektą całej dwuletniej hossy, to po krótkotrwałym odbiciu, na rynek znów wrócą niedźwiedzie. Nie powinny mieć wtedy problemu z przełamaniem bariery 1800 pkt i sprowadzeniem indeksu w rejon 1600 pkt. Natomiast jeśli ostatnia fala spadkowa jest jedynie korektą na wzór tych z jesieni 2003 r. i wiosny 2004 r. - do takiej interpretacji przekonują m.in. rozmiar (13,7% wobec 13,8% na wiosnę 2004 r. i 17,3% na jesieni 2003 r.) zbliżony do wcześniejszych zniżek i utrzymanie się indeksu ponad średnią kroczącą z 250 sesji - to można spodziewać się rozpoczęcia ruchu prowadzącego w stronę tegorocznego maksimum.
Przeciwko popytowi przemawia wciąż duża szerokość zniżkowego rynku. Zarówno na wykresie wskaźnika A/D Line, jak i indeksu cenowego PARKIETU wzrost z ostatniego tygodnia jest prawie niewidoczny. Od poprzedniego piątku w górę poszły notowania mniej więcej takiej samej grupy firm co spadły.
Coraz więcej wskazuje, że ten rok będzie na świecie zdecydowanie lepszy dla dolara niż trzy wcześniejsze. W powszechnym przekonaniu aprecjacja amerykańskiej waluty jest niekorzystna z punktu widzenia wycen aktywów na rynkach wschodzących. Widać to wyraźnie w tym kwartale - od końca marca indeks giełd dojrzałych zyskał w lokalnych walutach 0,3%, zaś emerging markets spadł o 1,2%.
Najważniejsze zdarzenia na wykresie euro do dolara rozegrają się na poziomie 1,245. Rośnie prawdopodobieństwo, że zostanie on przebity. Trudno jednak określić, czy stanie się po większej korekcie czy też "z marszu". Korekta, która mogłaby wynieść euro do 1,28 dolara, tworzyłaby szansę na dotarcie WIG20 do 1930 pkt. Udany atak dolara na poziom 1,245 "z marszu" zwiększałby zagrożenie przełamaniem przez indeks naszych największych spółek bariery 1800 pkt.
Szanse
Kreślone jeszcze miesiąc temu pesymistyczne scenariusze dla amerykańskich parkietów w efekcie ostatniej poprawy koniunktury przestały w dużym stopniu być aktualne. Inwestorzy zignorowali kolejną serię słabych danych makroekonomicznych (ujemna zmiana wskaźników wyprzedzających koniunktury, niższy wzrost produkcji i wykorzystanie mocy produkcyjnych oraz odczyty indeksów aktywności w branży przemysłowej w rejonie Nowego Jorku i Filadelfii). Skupili się natomiast na korzystnych danych o inflacji i lepszych perspektywach w odniesieniu do niej, związanych z umocnieniem dolara i będących w dużym stopniu pochodną spadku ceny ropy naftowej. Nie wydaje się jednak, by te czynniki mogły dać impuls do trwałego ruchu w górę. Kiedy ceny towarów zakończą ruchy powrotne po opuszczeniu formacji wierzchołkowych może pojawić się obawa, że tańsze towary potwierdzają zwalnianie światowej gospodarki. Taka interpretacja nie musi się jednak okazać słuszna. Może przeważyć opinia, że mocniejszy dolar zapowiada lepsze czasy dla amerykańskich akcji, które w roku minionym były jednymi z gorszych na świecie.