Ekonomiści ankietowani przez PARKIET spodziewali się zmniejszenia sprzedaży w kwietniu średnio o 13,9%. Najbardziej pesymistyczne prognozy - autorstwa ING Banku Śląskiego - wskazywały na spadek o 22%.
- Byliśmy bardzo pesymistyczni, ale sytuacja nie wygląda aż tak źle - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK. Zwraca jednak uwagę na rosnące dochody ludności. - Płace realne wprawdzie nadal spadają, ale liczba zatrudnionych rośnie. W sumie konsumenci mają do dyspozycji więcej pieniędzy niż przed rokiem. A sprzedaż detaliczna maleje od maja ub.r. - dodaje.
- Dane są kiepskie, ale zgodne z oczekiwaniami. Świadczą o słabym popycie konsumpcyjnym, ale nie jest to jeszcze powód do alarmu - ocenia Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Banku.
Zasadniczy powód zmniejszenia sprzedaży to efekt statystyczny związany z wejściem Polski do Unii Europejskiej: przed rokiem kupowaliśmy na potęgę. Dynamika wyniosła w kwietniu 2004 r. prawie 31%. W największym stopniu wzrosła sprzedaż samochodów, o ponad 56%.
W tym roku mamy odwrotną sytuację: w dziale pojazdy samochodowe spadek sprzedaży jest najgłębszy (41,2%). Mniej wydaliśmy też na zakup żywności, mebli i sprzętu AGD oraz książek. Wzrosła za to sprzedaż kosmetyków.