Spadkowy trend, którego początek można datować na przełom lutego i marca, wyraźnie stracił swoją dynamikę. Trudno na razie mówić o dużym odreagowaniu, zwłaszcza że WIG20 dotarł do strefy najeżonej oporami, wśród których bliskość okrągłej liczby 1900 punktów wcale nie wydaje się decydująca. Niezbyt wysoka aktywność graczy, jaka ostatnio cechuje nasz rynek, nie sprzyja pokonywaniu znaczących barier. Wydaje się, że inwestorzy przyjęli postawę wyczekującą, co wydaje się rozsądne, zważywszy że nadchodzi kolejny długi weekend, który oprócz wypoczynku przyniesie także rozstrzygnięcie francuskiego referendum w sprawie unijnej konstytucji. Apokaliptyczne wizje konsekwencji ewentualnego zwycięstwa eurosceptyków, jakie odmalowują niektóre media, z pewnością zostaną szybko zweryfikowane, niemniej jednak na rynku ostrożność jest cnotą. Stąd wynika zapewne rezerwa, z jaką inwestorzy, zwłaszcza zagraniczni, traktują naszą giełdę.

Wprawdzie spadek tempa wzrostu PKB zaczął budzić obawy o kondycję naszej gospodarki, jednak dane o kwietniowej sprzedaży detalicznej sugerują, że spowolnienie to nie jest znaczne, zwłaszcza jeśli przy interpretacji pamiętać się będzie o zwiększonych zakupach przed przystąpieniem Polski do UE, a także o tygodniowej żałobie po śmierci papieża. Z biegiem czasu należy się spodziewać zwiększenia ryzyka politycznego, co na jakiś czas skutecznie odstraszy zagranicę. Na razie chyba większy niepokój inwestorów budzą sondaże nie dające szans na dwupartyjny rząd po wyborach, ale te przecież zależą od przeprowadzającej je pracowni. Ważne jest, że pomimo pewnych przeciwności w tej chwili zapanowały warunki, aby rynek odrobił część strat i zapewne tak się stanie, jeśli nie pojawią się dodatkowe impulsy z zagranicy. Kolejnej szansy należy szukać późną jesienią.

Zwróć uwagę na:

Pekaes - marsz w górę powstrzymują chyba jedynie akcje, które dokapitalizowały BGK. Wczorajsza sesja pokazała, że rynek tylko czeka, aż przejdą one w silniejsze ręce.