Związki zawodowe obliczyły, że nowy system płacowy pozbawi 10% zatrudnionych jakichkolwiek podwyżek, a ponad 40% pracowników może liczyć na podwyżki mniejsze od stopy inflacji. Zarząd HSBC zapewnia, że bez podwyżek płac i bez nagród zostałoby jedynie 1% pracowników.
Protest pracowniczy właśnie w HSBC był dotkliwy dla Brytyjczyków, bo jest to największy w Europie bank pod względem wartości rynkowej. W wyniku strajku zamykano oddziały banku, a związkowi działacze pikietowali doroczne zgromadzenie jego akcjonariuszy w czasie przemówienia prezesa Johna Bonda.
Bond stara się redukować koszty spółki, gdyż w II półroczu ub.r. wykazała ona najwolniejszy przyrost zysku od 2,5 lat. Na Wyspach pogarsza się koniunktura w bankowości konsumpcyjnej, ponieważ spada inflacja na rynku nieruchomości, a pięć podwyżek stóp procentowych od listopada 2003 r. osłabiło akcję kredytową i zwiększyło wskaźniki niewypłacalności.
W ciągu minionych dwóch lat HSBC zlikwidował ok. 6,5 tys. miejsc pracy w Wielkiej Brytanii, część z nich przenosząc do Azji, gdzie koszty zatrudnienia są niższe. Poza tym działalność banku na Wyspach stanowi jedną trzecią jego ogólnych kosztów i przynosi zaledwie jedną czwartą zysku.
Związkowcy we wszystkich brytyjskich bankach coraz energiczniej jednak domagają się podwyżek płac, argumentując to rekordowymi zyskami spółek z tej branży w ub.r. Znalazło to należyte odzwierciedlenie w zarobkach prezesa Bonda. Jego łączne wynagrodzenie wzrosło do 3,65 mln funtów, o 69% w porównaniu z 2003 r.