Łowca głów jest małym człowiekiem, który z bronią w ręku idzie na polowanie, choć niechętnie wychodzi ze swojej kryjówki. Ścina głowę dla przyjemności. Ocenia, bada, rozważa, a jeśli nie przypada mu do gustu - odrzuca. Tylko z wybranymi głowami robi mielenie mózgu i je kurczy, aby zachować swoje trofeum i raz na jakiś czas patrzeć na nie swoim troskliwym okiem.
Trudno zrozumieć takiego człowieka. Nie wiadomo, co siedzi w jego głowie. Patrzy prosto w oczy, nie od stóp do głów, ale zatrzymując się na szyi, jakby tylko górna część człowieka była warta zainteresowania.
Czasami bywa zakręcony. Kiedy namierzy swoją ofiarę, nie można go już powstrzymać. Wyszukuje tropy, zamęcza, chowa się w zasadzce, długo mierzy zanim strzeli.
Takiego człowieka lepiej mieć ze sobą niż przeciw sobie. Warto przekazać od siebie pozytywną energię, abyśmy uśmiechem załagodzili jego wyrok. Swoją oceną potrafi nas przygnieść. Przez niego możemy stracić ochotę nosić wysoko głowę.
Lepiej go nie nazywać łowcą głów, można go bowiem obrazić. Bardziej przyjacielskie określenie - doradca personalny - skłoni go do przychylności. Jednak proszę się nie pomylić, to tylko maska tego samego wojownika. Dzwoni, ma ciepły głos, nawiązując kontakt chowa pazury, aby być delikatnym: