To interesująca wiadomość: podatek giełdowy za 2004 rok zapewnił fiskusowi wpływy porównywalne z rocznymi wydatkami na Sejm. W tym jest jakaś myśl - by inwestorzy utrzymywali posłów. Kiedy w gospodarce, a więc i na giełdzie koniunktura się pogorszy, prywatyzacja wyhamuje, a publicznych ofert, zwłaszcza zyskownych, będzie mniej, wpływy z podatku giełdowego spadną. A wtedy można by z czystym sumieniem obciąć diety... Na razie koszty utrzymania parlamentarzystów rosną bez względu na sytuację w gospodarce, takoż bez wyraźnego uzasadnienia i bez żadnego pożytku. To swoisty paradoks. Ale przecież ani nie największy, ani nie najbardziej dokuczliwy. W końcu żyjemy w kraju paradoksów. Gdzie by nie spojrzeć. Jesteśmy pewnie najbardziej rozpolitykowanym społeczeństwem na świecie. Ale z drugiej strony, mamy też najbardziej aspołecznych polityków na ziemi. I nie chodzi tylko o trwanie na stołkach. O styl. O korupcję, nepotyzm, cwaniactwo, a nawet zwykłe złodziejstwo.
Na tym, oczywiście, nie koniec. Żeby uzyskać certyfikat przyzwoitości, legenda Solidarności zwraca się do sowieckiego watażki o świadectwo antykomunizmu. Od tego ostatniego wymaga się z kolei, żeby odkłamywał historię i gryzł rękę, która go karmiła. Jakby nikt już nie pamiętał, z jakich za jego czasów podręczników do historii trzeba się było uczyć. To tak jakby wymagać, aby ktoś się przyznał: byłem świnią. Nie wymagajmy za wiele...
Ale dajmy spokój politykom. Gdzie indziej nie jest znowu dużo lepiej. Zważmy: jeśli idzie o zabawę w policjantów i złodziei, nikt już nie jest pewien, kto jest kim. W rywalizacji sportowej lądujemy zawsze na szarym końcu, ale zamiast pływalni i stadionów mamy super-biurowiec PKOl i garnitur zmurszałych działaczy. Mamy też ligę piłkarską, nawet nie jedną, i zastępy futbolistów, ale tak naprawdę mecze rozgrywają po swojemu sędziowie. Nic dziwnego, że sukces Dudka będzie powodem do dumy co najmniej przez najbliższe 25 lat.
W kraju ciągłych paradoksów życie się wykoleja. Powoli, ale systematycznie. Skutki bywają fatalne. W takim kraju w szpitalach operacje mają swoją cenę - często cenę życia, a pogotowie ratunkowe niekiedy hoduje i zabija "skóry". Przecież tego pewnie nawet King by nie wymyślił. Co jeszcze gorszego można sobie wyobrazić?
No i nie zapominajmy - gospodarka... Tu paradoksy od początku nas prześladują. Wprowadzany odgórnie rynek miał zniszczyć nomenklaturę i ustanowić uczciwe reguły gry. Tymczasem nomenklatura zgarnęła największą wygraną i ma się dobrze. Ot, paradoks rewolucji i źle pojętej grubej kreski.