W połowie maja do użytkowników poczty elektronicznej jednego z polskich portali finansowych trafiło ogłoszenie "Nowe inwestycje w kontrakty terminowe na WIG20". Autor e-maila Adam M. pisał w nim o swoim
6-letnim doświadczeniu w inwestowaniu oraz systemie, który w ciągu ostatnich 4 lat dawał średnio 780% zysku rocznie. W 2001 roku zarobił nawet 2200%. Nadawca zachęcał do współpracy. Proponował składanie zleceń w imieniu klienta (na podstawie umowy o pracę); poszukiwał także udziałowców do spółki, której zadaniem byłoby inwestowanie własnych pieniędzy w kontrakty terminowe na WIG20.
Taka oferta nie spodobała się Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Łukasz Dajnowicz, rzecznik KPWiG, stwierdził, że w grę wchodzi prowadzenie działalności maklerskiej bez zezwolenia. - Propozycja obejmuje pośrednictwo w zakresie obrotu instrumentami finansowymi, a to wymaga zezwolenia Komisji - wytłumaczył i przypomniał, że za taką działalność grozi kara grzywny do 1 mln zł. - Do końca tygodnia sprawa trafi do prokuratury - dodał.
Rzecznik zaznaczył, że licencjonowanie przez KPWiG działalności maklerskiej ma na celu ochronę interesów najważniejszych uczestników rynku - inwestorów. - Nie pozwolimy, aby ktoś naciągał niewinnych ludzi, mamiąc ich zyskiem rzędu 2200% rocznie - powiedział.
Co na to autor ogłoszenia? - Jestem zszokowany. Zanim zdecydowałem się na tę reklamę, kontaktowałem się telefonicznie z KPWiG i z kancelarią prawną. Wtedy nikt nie widział w tym łamania prawa - powiedział. Na pytanie, czy dysponuje korzystnymi dla siebie interpretacjami na piśmie, odpowiedział: - Nie. Na prawie się nie znam, nie wiem, co mam teraz robić. Ja tylko chciałem rozpocząć jakąś pracę - dodał. Zamiast tego poniósł koszty ogłoszenia, grozi mu grzywna i nic nie zyskał. Jak twierdzi - na ofertę odpowiedziało zaledwie kilka osób. Z nikim ostatecznie nie rozpoczął współpracy.