Święta w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii sprawiło, że obroty na rynkach akcji były niższe niż zwykle. W tych warunkach znaczną przewagę uzyskał popyt, co zaowocowało serią rekordów na europejskich giełdach. I tak najbliższy nam DAX zbliżył się na 22 punkty do granicy 4,5 tys. punktów. To ważny poziom, bo tutaj przebiega 38-proc. zniesienie bessy zakończonej w połowie marca 2003 roku. Pozostaje sprawą otwartą czy indeks zdoła tę wartość przekroczyć. Indeks jest najwyżej od czerwca 2002 roku.

Warto zwrócić uwagę, że podczas dwóch lat dość mozolnej wspinaczki DAX zyskał 86%. W tym czasie niemieckiej gospodarce nie udało się wyjść ze stagnacji. Inwestorzy wciąż jednak mają nadzieję, że europejski kolos zdoła się rozpędzić. Jednym z motorów napędowych wzrostu kursów wydaje się słabnące euro, które ma szansę korzystnie wpłynąć na dynamikę niemieckiego eksportu. Jeszcze w zeszłym roku roczne tempo wzrostu eksportu sięgało 15%, teraz wynosi tylko 6,4% (ostatnie dane pochodzą z marca). Warto jednak zwrócić uwagę, że słabnące euro, przy rosnącej cenie ropy naftowej grozi wspólnej gospodarce podwyższeniem kosztów produkcji i wyższą inflacją. Ucięłoby to pojawiające się spekulacje, że Europejski Bank Centralny może obniżyć stopy procentowe.

O krok od najwyższych od kilku lat poziomów znajdują się indeksy innych dużych europejskich rynków akcji: francuskiego, hiszpańskiego i szwajcarskiego.

Mimo, że wczoraj dość dobrze wypadły także rynki wschodzące, popyt na giełdach Europy Środkowo-wschodniej był mocno ograniczony. M.in. od mocnej zwyżki zaczęła sesję Argentyna, gdzie Merval znajduje się na najlepszej drodze do odrobienia całości poniesionych w marcu i kwietniu strat. Sytuacja techniczna czeskiego PX50, węgierskiego BUX i polskiego WIG20 jest podobna - po przełamaniu spadkowej linii trendu, która wyznaczało kierunek notowań w ostatnich dwóch-trzech miesiącach, doszło do zatrzymania zwyżki. Francuskie "nie" dla europejskiej konstytucji nie będzie tutaj czynnikiem sprzyjającym.