Jak doszło do zainteresowania Enterprise Investors branżą windykacyjną?
Zanim jeszcze na dobre powstał ten rynek, byliśmy inwestorem w Lukasie - największym pośredniku kredytowym na polskim rynku. Jedną z jego mocnych stron było zarządzanie ryzykiem kredytowym: przed udzieleniem kredytu, monitorowanie go w trakcie spłaty, procedury reakcji w przypadku kredytów przeterminowanych itd. Zajmowała się tym duża grupa osób. To była ważna część biznesu Lukasa. Był to również jeden z powodów, dla których jakość kredytów Lukasa była dużo lepsza niż rynkowa przeciętna. Natomiast rynku windykacji pod koniec lat 90. jeszcze nie było. Z oczywistych względów: portfele były za małe, generalnie bankowców to nie interesowało - zresztą słusznie. Potem jednak zmieniły się dwie kwestie. Po pierwsze, te portfele detaliczne urosły i one stanowiły znacznie większą część portfeli w bankach. Po drugie, przyszło spowolnienie PKB, wzrost bezrobocia, co spowodowało pojawienie się problemu. Gdy jest popyt, pojawia się i podaż.
W Lukasie było to jednak realizowane we własnym zakresie...
Z racji naszej obecności w Lukasie ja wierzyłem, że ten rynek będzie się rozwijać - nie dlatego, żebym komuś życzył aby miał problemy ze spłacaniem kredytu. Obserwowałem po prostu inne rynki. Nie tylko Stany Zjednoczone, gdzie cala gospodarka stoi na kredycie konsumpcyjnym, ale i inne europejskie rynki. Windykacja rozwija się również w tych krajach, które uchodzą za konserwatywne w udzielaniu kredytu.
W jaki sposób trafiliście na Kruka?