Zmiana relacji
Giełdy krajów, które w 2004 roku przystąpiły do Unii Europejskiej, do końca lutego miały wyraźną przewagę nad giełdami "starych" członków UE i parkietami amerykańskimi. 25 lutego, kiedy WIG20 zanotował najwyższą wartość w zapoczątkowanej przez ponad dwoma laty długoterminowej tendencji wzrostowej (2118,5 pkt), siła relatywna względem niemieckiego DAX znajdowała się na najwyższym od roku poziomie. Po trzech miesiącach ten sam wskaźnik znajduje się blisko 52-tygodniowego minimum.
Biorąc pod uwagę zmiany wartości od początku roku WIG20 zalicza się do najsłabszych indeksów na świecie. Bez względu na to, czy bierzemy pod uwagę zmiany w walucie lokalnej, w euro czy w dolarach, indeks jest na minusie. Na słabe zachowanie naszej giełdy wpływają czynniki lokalne, ale za odwrót od regionu odpowiadają zmiany na rynkach globalnych. Przede wszystkim doszło do zmiany trendu na rynku EUR/USD. Taniejący dolar przy niskich stopach procentowych był naturalnym paliwem dla hossy na giełdach emerging markets. Ale regularne podnoszenie stopy procentowej przez Fed sprawiło, że z lokaty dolarowej można uzyskać coraz wyższe odsetki. Wyższe niż w strefie euro. Do niedawna proporcje były odwrotne. Ponieważ zmiana na rynku walutowym wygląda na istotną, trudno przypuszczać, żeby w najbliższym czasie warunki zmieniły się na korzystniejsze dla naszego regionu.
Tracące na wartości waluty lokalne (złoty, forint, czeska korona) wpływają w dwóch kierunkach na decyzje inwestorów zagranicznych. Pogarszają wyniki inwestycji dla tych, którzy akcje już kupili. W przeliczeniu na dolary czy euro wartość ich lokat spada. W pewnym momencie może się to okazać zachętą do zmniejszenia zaangażowania. Z drugiej strony akcje notowane na giełdach Europy Środkowowschodniej stają się tańsze dla inwestorów, którzy dopiero zamierzają wejść do naszego regionu. Otwarte jednak pozostaje pytanie, jak długo będą osłabiać się lokalne waluty.
Media biją rekordy