W ostatnich dwóch, trzech latach banki coraz ostrzej konkurowały o klientów, chcących zaciągnąć kredyt na zakup nieruchomości. Rezygnowały z prowizji, upraszczały procedury, ale przede wszystkim obniżały oprocentowanie. Zdaniem niektórych specjalistów, konkurencja cenowa zbliża się jednak do kresu.
- Możliwości dalszego obniżania oprocentowania, niezależnie od wysokości stóp rynkowych, już się wyczerpują. W niektórych przypadkach już teraz oferta jest na granicy opłacalności i dopuszczalnego ryzyka - powiedział Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.
Dlatego, zdaniem Pietraszkiewicza, konkurowanie w kredytach mieszkaniowych będzie już niedługo wyglądało inaczej niż obecnie. W większym stopniu liczyć się będą zabezpieczenia, termin spłaty kredytu albo inne usługi, jak rachunek powierniczy. Dzięki niemu bank kontroluje terminowość realizacji inwestycji przez dewelopera.
Przeciętne roczne odsetki w przypadku kredytu złotowego zmalały w kwietniu do 7,2%. We wrześniu ub.r. średnie oprocentowanie przekraczało 8,5%. Spadek oprocentowania to wynik zmniejszania stóp na rynku międzybankowym, do których zwykle jest indeksowana cena kredytu na nieruchomość. Stawki rynku międzybankowego zależą od stóp ustalanych przez RPP.
Ale obniżka stóp przez bank centralny nie w pełni wyjaśnia spadek oprocentowania kredytów mieszkaniowych. Pożyczanie na budowę lub kupno nieruchomości stało się bowiem wyraźnie tańsze np. od kredytu dla małych firm. Na początku ub.r. różnicy w przeciętnym oprocentowaniu obu typów kredytów praktycznie nie było. W kwietniu tego roku średnia cena kredytu mieszkaniowego była o 1,2 pkt proc. mniejsza niż dla przedsiębiorców indywidualnych. Bankowcy przyznają, że to efekt coraz ostrzejszego konkurowania o chętnych na kredyty mieszkaniowe.