Minister finansów Francji Thierry Breton w połowie marca zapowiadał sprzedaż akcji Gaz de France jeszcze przed zaczynającym się w lipcu sezonem urlopowym. Pieniądze pozyskane z publicznej oferty miały być wykorzystane na rozwój działalności spółki w innych krajach europejskich. Rząd mówił też o planowanej prywatyzacji Electricite de France i spółki Areva produkującej reaktory nuklearne. Przychody z tych operacji zmniejszyłyby zadłużenie i w rezultacie deficyt budżetowy, który od trzech lat przekracza próg 3% PKB, obowiązujący w strefie euro. Z samej sprzedaży akcji Gaz de France rząd spodziewał się ponad 3 mld euro.
Teraz nikt nie oczekuje przeprowadzenia ofert prywatyzacyjnych wcześniej niż we wrześniu. - Niemożliwa jest sprzedaż akcji w lipcu, bo procedury powinny zacząć się już w tym tygodniu. A biorąc pod uwagę policzek wymierzony w unijnym referendum, rząd ma teraz co innego do roboty - powiedział agencji Bloomberga Olivier Barrault, członek zarządu Gaz de France, reprezentujący w nim centralę związkową CGT. Force Ouvriere, inna z pięciu głównych francuskich central związkowych, napisała w opublikowanym już w poniedziałek oświadczeniu, że "rząd powinien wstrzymać projekty prywatyzacji EdF i GdF, bo wynikają one wyłącznie z ideologicznych przesłanek. Żadna z tych spółek nie potrzebuje prywatnego kapitału".
Po zmianie premiera trwa we Francji kompletowanie składu rady ministrów i zapewne trochę czasu zajmie skonkretyzowanie priorytetów nowego rządu. Eric Chaney, główny specjalista od europejskiej gospodarki w londyńskim biurze Morgan Stanley, uważa, że prezydent Chirac poprosił nowego premiera o zwiększenie wydatków socjalnych i odłożenie ofert prywatyzacyjnych. Wyniki referendum odzwierciedlają, jego zdaniem, obawy Francuzów, że Unia Europejska może zniszczyć ich system opieki społecznej.
Bloomberg