Wydarzeniem, które miało największy wpływ na przebieg środowych sesji na światowych giełdach, była publikacja przez Instytut Zarządzania Podażą (ISM) najnowszego wskaźnika aktywności przemysłowej w USA. Ta informacja wskazująca na solidny wzrost gospodarki za Atlantykiem w połączeniu z ostatnimi raportami na temat utrzymującej się w ryzach inflacji, to bardzo dobra wiadomość dla inwestorów. Sugeruje bowiem, że Rezerwa Federalna może zwolnić tempo podwyżek stóp procentowych niekorzystnych dla posiadaczy akcji. Niektórzy analitycy twierdzą wręcz, że Fed na tyle już kontroluje sytuację, że dokona jeszcze jednej podwyżki stóp (najbliższe posiedzenie Komitetu Otwartego Rynku odbędzie się w ostatnich dniach czerwca), a potem przez pewien czas nie będzie zmieniał polityki pieniężnej. Obecnie podstawowa stopa Fed wynosi 2%.
W takich warunkach za Atlantykiem drożały wczoraj walory spółek prawie ze wszystkich branż. Największą uwagę graczy przyciągnął sektor high-tech, a przede wszystkim Google. Właściciel najbardziej znanej na świecie przeglądarki internetowej otrzymał lepszą rekomendację od analityków CS First Boston, którzy wskazują na rosnące wpływy z reklamy online. Jego akcje w pierwszej połowie sesji zdrożały aż o 4%. Mierzący koniunkturę przede wszystkim w sektorze high-tech - wskaźnik Nasdaq Composite - zyskał do godz. 22.00 naszego czasu 0,86%. Natomiast indeks spółek typu blue chip - Dow Jones Industrial Average - wzrósł o 0,78%.
Dobre wieści zza Atlantyku sprzyjały też głównym indeksom europejskim. Akcje na czołowych giełdach rosły wyraźnie, i to pomimo obniżenia prognozy wzrostu gospodarki strefy euro zarówno przez Komisję Europejską, jak i Europejski Bank Centralny. Drugi dzień z rzędu w górę szły przede wszystkim notowania eksporterów, tym bardziej że silny spadek w stosunku do dolara kontynuowało wczoraj euro. Znów w cenie były też papiery potentatów branży naftowej, takich jak brytyjski BP (+1,5%) czy francuski Total (1,2%). To efekt znów drogiej ropy. Jej ceny są najwyższe od trzech tygodni.