- Sprawa budżetu jest martwa aż do drugiej połowy 2006 r. - można coraz częściej słyszeć w Brukseli. Zdaniem komentatorów, odrzucenie eurokonstytucji przez Francuzów i Holendrów oraz wcześniejsze wybory w Niemczech nie sprzyjają zawarciu kompromisu już w czerwcu. Agencje doniosły wczoraj, że sześć państw-założycieli Wspólnoty może wyjść z pomysłem "twardego jądra" UE (propozycję taką złożył kanclerz Gerhard Schröder). Dla nas to niebezpieczna tendencja. Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Belgia i Luksemburg są płatnikami netto do unijnej kasy, spodziewać się więc można, że kraje te zaprotestują razem przeciw większemu wsparciu dla nowych członków UE. Wszystkie z nich, prócz Luksemburga, domagają się ograniczenia poziomu wpłat do budżetu do 1% PKB UE (projekt Komisji Europejskiej zakładał limit 1,24%).
W takiej atmosferze spotkali się wczoraj M. Belka i Jean-Claude Juncker, szef rządu Luksemburga, który przewodniczy pracom UE w tym półroczu. Polska chce, aby do ugody w sprawie budżetu doszło już na spotkaniu szefów rządów Unii 16-17 czerwca. Dzięki temu łatwiej byłoby się nam przygotować do aplikowania o fundusze UE.
Wczoraj jednak Luksemburg przedstawiła kolejną propozycję kompromisu, z limitem wpłat 1,06% PKB UE (poprzednio proponował ograniczenie między 1,06 a 1,09% PKB). - Teraz, bardziej niż dotychczas, mamy obowiązek znalezienia porozumienia w sprawie perspektywy finansowej - oznajmił Juncker.
Takie "cięcia" niepokoją Polskę. Nie zgadzamy się m.in. na utrzymaną propozycję ograniczenia transferów do Polski do poziomu 3,9% PKB rocznie. Próbujemy również ograniczyć tzw. rabat brytyjski (w samym 2005 r. Bruksela zmniejszy wpłaty Londynu o około 5,1 mld euro, Polska składka jest przez to wyższa o 163 mln euro).
Kiedy zamykaliśmy numer, spotkanie obu premierów jeszcze się nie zakończyło. Trudno jednak spodziewać się, aby doszło na nim do kompromisu.