- To nie jest kwestia tego, czy GUS się pomylił, tylko kwestia metodologii. Widzimy tę liczbę i chcemy wiedzieć, co za nią stoi - powiedział D. Filar. Chodzi przede wszystkim o wyliczenia dotyczące inwestycji. Z opublikowanych we wtorek danych GUS wynika, że po wzroście o 7,4% w IV kwartale, dynamika spadła do 1%. Oznacza to gwałtowne zatrzymanie inwestycji. Ekonomiści są zaskoczeni tymi danymi. Część z nich oczekiwała nawet dwucyfrowego wzrostu. Dziwią się też organizacje skupiające przedsiębiorców i firmy wytwarzające dobra inwestycyjne.

Według Haliny Dmochowskiej, wiceprezesa GUS, w szacunkach dotyczących PKB urząd bierze pod uwagę faktycznie poniesione nakłady na środki trwałe. GUS ma "twarde" dane dla sektora rządowego i samorządowego, które wskazują na dalszy wzrost inwestycji. Z przyjętych szacunków wynika natomiast, że większe były też nakłady w rolnictwie, sektor ten ma jednak niewielki wpływ na inwestycje w całej gospodarce.

W tej sytuacji jedynym obszarem, w którym mogło dojść do ewentualnej pomyłki, były nakłady przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. W opinii H. Dmochowskiej, nie było powodu, aby szacować je wyżej.

Jak się dowiedzieliśmy w NBP, przede wszystkim tego obszaru mają dotyczyć wyjaśnienia, jakie chce uzyskać bank centralny. Chodzi np. o budownictwo mieszkaniowe. Po okresie silnego wzrostu liczby oddanych lokali w ub.r., teraz mamy przestój. Przyczyną słabych danych może też być samo rozliczenie inwestycji. Przykładowo: firmy mogły zakupić materiały budowlane na zapas, przed wejściem w życie większych stawek VAT. NBP ma nadzieję, że sprawa wyjaśni się na początku przyszłego tygodnia.