Ostatni weekend maja otworzył w USA sezon wakacyjnych podróży. Tym razem prognozy dla sektora turystycznego są więcej niż dobre. Amerykańcy przewoźnicy powietrzni spodziewają się rekordowego ruchu na amerykańskich lotniskach.
Podróżom lotniczym sprzyjać będą tanie bilety lotnicze. Mimo rosnących cen paliw, zacięta konkurencja między liniami i wejście na rynek tanich przewoźników wymogły dalsze obniżki taryf. Według Kennetha Meada, głównego eksperta Departamentu Transportu, za przelot na trasie 1000 mil (1600 km) trzeba dziś zapłacić 118,20 USD. To o 20% mniej niż pięć lat temu.
W 2000 r. w USA w ruchu powietrznym przewieziono 698,9 mln pasażerów. Po kryzysie w tej branży, po zamachach z 11 września 2001 r. liczba przewozów znowu stopniowo zaczęła rosnąć. Według Federalnej Agencji Ruchu Powietrznego (FAA), w 2004 r. do amerykańskich samolotów wsiadło 698,7 mln osób, a w bieżącym roku najprawdopodobniej padnie psychologiczna granica 700 milionów.
Według analityków specjalizujących się w rynku lotniczym, ruch w interesie wcale nie poprawi sytuacji finansowej przewoźników. Turystyczny boom będzie mieć bowiem poważne skutki uboczne. Linie lotnicze obniżyły bowiem tak znacznie zatrudnienie, że nie będą mogły obsłużyć wszystkich na czas. Między lipcem 2000 r. a lutym 2005 r. z lotnictwa cywilnego musiało odejść prawie 100 tysięcy osób. Eksperci ruchu powietrznego przewidują, że zbliżający się sezon wakacyjny będzie przypominać rok 2000, w którym odnotowano w USA rekordową liczbę spóźnień, zawieszonych lotów oraz zatłoczonych do granic możliwości portów lotniczych. Dodatkowym czynnikiem, który utrudnia przewozy lotnicze w porównaniu z rokiem 2000, są zaostrzone kontrole bezpieczeństwa.
Aby uniknąć powtórki sprzed pięciu lat wiele linii zmieniło rozkłady jazdy, aby uniknąć korków w godzinach szczytu w kluczowych portach lotniczych.