Propozycja opodatkowania kierowców w zależności od dystansu, jaki pokonują, znalazła się w wytycznych Komisji Europejskiej. Stosowny zapis, jako tzw. rozwiązanie docelowe, figuruje również w polskiej "Polityce transportowej państwa do 2005 r.". Resort infrastruktury zasugerował, aby w przyszłości zastąpić akcyzę od paliw, winiety i inne opłaty od pojazdów jednym podatkiem za korzystanie z infrastruktury. Jego stawka zależeć miałaby od przejechanych kilometrów, rodzaju drogi i panującego zatłoczenia. Naliczanie opłaty byłoby możliwe dzięki elektronicznym systemom nawigacji GPS. Ministerstwo starało się nie mówić zbyt wiele o tej propozycji, ponieważ budziła sprzeciw branży.
Rząd w Londynie już gotowy
Dalej w zapowiedziach posunął się rząd brytyjski. Tamtejszy szef Departamentu Transportu, Allistair Darling, ujawnił BBC szacunki nowych opłat. Za przejazd 1 mili (około 1,8 km) po drodze lokalnej angielski kierowca zapłacić miałby 2 pensy. Gdyby jechał autostradą w godzinę szczytu, taksa mogłaby sięgnąć nawet 1,34 GBP. Rząd brytyjski spodziewa się, że dzięki opłatom ruch w zatłoczonych miejscach spadnie nawet o połowę. Pierwsze pilotażowe systemy poboru mają się pojawić za 5-10 lat.
Polska bez szacunków
Jak wysokie powinny być stawki takiego podatku w Polsce? Resort infrastruktury nie umie odpowiedzieć. - Nie robiliśmy żadnych szacunków co do poziomu opłat. Chodziło tylko o pokazanie, w którym kierunku zmierza UE - zastrzega Ryszard Nałęcz, dyrektor biura prasowego resortu infrastruktury. MI przyznaje, że z określeniem poziomu podatku są w Polsce trudności. - Nie mamy jeszcze tak ustabilizowanej sieci dróg, jak Wielka Brytania. Nie wiemy, jakie będą koszty przyszłych autostrad - tłumaczy R. Nałęcz.