Kontrolowana przez rosyjski rząd firma jest największym dostawcą gazu na świecie, pokrywa aż jedną czwartą europejskiego zapotrzebowania. W zeszłym roku zarobiła netto 200,7 mld rubli (7,1 mld USD), w porównaniu z zyskiem 170,9 mld rubli notowanym w 2003 r. Obroty, głównie za sprawą wyższych cen gazu, powiększyła do 1,01 bln rubli, czyli o 20%. Na te informacje kurs akcji Gazpromu zareagował niewielkim spadkiem.
- Jak można było przewidzieć, rezultaty pokazały dwie rzeczy. Po pierwsze, spółka skorzystała z bardzo korzystnych cen przy sprzedaży zarówno w eksporcie, jak i w kraju - stwierdził Steven Dashevsky, szef działu analiz domu maklerskiego Aton z Moskwy. - Po drugie, mogła wypaść lepiej, gdyby tak bardzo nie wystrzeliły jej koszty - dodał. Taki komentarz nie dziwi, zważywszy że wzrost zysku o 17% to trzy razy słabszy rezultat od dynamiki notowanej w 2003 r.
Koszty sprzedaż dóbr i usług, które poniósł Gazprom, skoczyły w zeszłym roku aż o 59%, do 638 mld rubli. Na płace firma wydała 119 mld rubli, jedną piątą więcej niż poprzednio. Zbytnią rozrzutność zarzucił Gazpromowi niedawno szef funduszu inwestycyjnego Hermitage Capital William Bowder, twierdząc, że aż jedna trzecia sumy wydawanej na płace idzie do spółek córek niezwiązanych z podstawową działalnością. Chodzi m.in. o stację telewizyjną NTV, luksusowe ośrodki wypoczynkowe czy łowiska ryb. Hermitage jest jednym z udziałowców gazowego potentata i stara się o miejsce w jego radzie nadzorczej.
Gazprom podał wyniki zgodnie z rosyjskimi standardami rachunkowości. Analitycy podkreślają, że przy raporcie zgodnym ze standardami międzynarodowymi (spodziewanym w lipcu), koszty mogą okazać się jeszcze wyższe.
Bloomberg