Ostatnie trzy tygodnie przyniosły znaczący wzrost cen akcji, w tym zwłaszcza akcji banków. Oczywiście, nie bez wpływu pozostała poprawiająca się koniunktura na światowych rynkach akcji, akurat w ostatnich dniach nieco przyhamowana. Głównym czynnikiem ciągnącym rynek do góry w ostatnich dniach była sprawa prawdopodobnego przejęcia grupy HVB przez włoskie UniCredito, co wywołało zrozumiałą spekulację akcjami Pekao i BPH.
Stara giełdowa mądrość każe kupować pogłoski, a sprzedawać fakty; ciekawe jest jednak, do którego momentu warto te fakty kupować. Oba banki wzrosły od momentu upublicznienia informacji o możliwej fuzji o ponad 10% - to ponad 2/3 szacowanego przez analityków przyrostu zysku przypadającego na akcję, uniwersalnej podstawy wyceny banków. A przecież fuzja nie jest jeszcze wcale pewna!
Nieco osłabła gorączka rynku pierwotnego. Minister przesunął emisję PGNiG, oferta Opoczna będzie prawdopodobnie mniejsza od oczekiwanej. Z większych graczy w najbliższych tygodniach o pieniądze inwestorów będzie walczyć jedynie Getin, a i tak jest to emisja z prawem poboru, obejmowana po stosunkowo niskiej cenie, więc o jej powodzenie nie trzeba się zbytnio martwić. Bez dużego echa przeszła sprzedaż akcji Lotosu, wydaje się jednak, że nie uszczupliła ona zbytnio zasobów gotówki krajowych instytucji: po pierwsze, oferta nie była tak duża, jak planowano, a po drugie, wydaje się, że o cenie zadecydowali inwestorzy zagraniczni.
Jeśli chodzi o najbliższe tygodnie, to dostrzegam mimo wszystko pewną słabość rynku - niektóre indeksy zagraniczne zbliżyły się do maksimów (bądź przekroczyły, jak DAX), nawet BUX odrobił ponad 3/4 strat z wczesnowiosennej korekty. WIG niewiele ponad połowę. Aż strach pomyśleć gdzie teraz byłby rynek, gdyby nie hossa na BPH i Pekao...
Zwróć uwagę na: