Siemens odstąpi dział komórek Tajwańczykom, ale wcześniej wyda jeszcze 250 mln euro na jego dofinansowanie. Ponadto Niemcy za 50 mln euro kupią akcje Benq pochodzące z nowej emisji. To jednak i tak krok opłacalny z punktu widzenia zarządu koncernu z Monachium. Dział telefonów komórkowych przynosi bowiem straty (w ub.r. 500 mln euro). Pod względem udziału w światowym rynku komórki Siemensa znajdują się teraz na najniższym poziomie od sześciu lat.
Dla Benq transakcja wydaje się korzystna. Do tej pory spółka z Tajwanu produkowała o ok. dwie trzecie mniej komórek niż Siemens. Po wchłonięciu działu niemieckiej spółki liczy na podwojenie sprzedaży. Analitycy na razie dość ostrożnie wypowiadają się na temat konsekwencji tej transakcji dla obu firm. - Dość dobrze na tym powinien wyjść Siemens. Część akcjonariuszy już od dawna domagała się pozbycia się tego działu, i to nastąpiło. W przypadku Benq pozostaje dużo więcej wątpliwości. Jeśli jednak wejście na rynek europejski leżało w ich planach, to je zrealizowali. Teraz trzeba poczekać i zobaczyć, jak im się powiedzie - powiedział agencji Bloomberga Dominic Grant, analityk z Macquarie Securities w Taipei. Słowa te potwierdzają notowania akcji obu spółek. Po ogłoszeniu transakcji kurs Siemensa wzrósł o 2,5%, natomiast walory Benq staniały o 2,7%.
Przejmowany dział telefonów komórkowych Siemensa zatrudnia ponad 6000 osób i generuje rocznie sprzedaż w wysokości ok. 5 mld euro. Niemiecki koncern spada w rankingach światowych producentów komórek. W ostatnim kwartale jego udział wyniósł 5,5%, wobec 8% rok wcześniej. Oprócz takich potentatów, jak fińska Nokia i amerykańska Motorola wyprzedzają go już także dwa koncerny koreańskie Samsung i LG.
Benq, który nie ukrywał już na, początku br., że zamierza ruszyć na podbój rynków rozwiniętych, przejmie dwie fabryki telefonów komórkowych Siemensa - w Niemczech i Brazylii, a także kończoną właśnie trzecią fabrykę w Chinach. Tajwański koncern zatrudnia już 14 tys. osób w zakładach na Tajwanie, w Chinach, Malezji i Meksyku.