Nerwowe zachowanie indeksów na początku sesji to ostatnio norma. Nie inaczej było wczoraj, zwłaszcza w pierwszej godzinie handlu, kiedy rynek po krótkiej szamotaninie ustanowił dzienne maksimum. Na więcej zabrakło optymizmu i przez dalszą część sesji indeksy traciły, by dopiero pod koniec notowań ponownie dynamicznie ruszyć do góry i zakończyć dzień w pobliżu poziomów otwarcia. Najwyraźniej mamy do czynienia z objawami niepewności, która ma jak najbardziej racjonalne podłoże. Najbliższej w ujęciu czasowym przyczyny należy szukać we wtorkowych notowaniach za oceanem, gdzie indeksy najpierw mocno wzrosły, by potem dynamicznie stracić to, co wcześniej zyskały. Część inwestorów w USA liczy, że zbliża się koniec cyklu zacieśniania polityki pieniężnej, co zapowiedział jeden z szefów oddziałów Fed i czemu nie zaprzeczył Alan Greenspan.
Natomiast szef innego oddziału wypowiedział się w zupełnie innym tonie i wprawił graczy w konsternację. Prawdy należy się spodziewać chyba dopiero w dzisiejszym wystąpieniu Greenspana przed Kongresem. W każdym razie spadek wartości dolara i niższa rentowność długu na świecie (zwłaszcza w Ameryce) powinny sprzyjać podniesieniu atrakcyjności inwestycyjnej naszego regionu. Jako czynnik pozytywny i dający nadzieję na przyszłość można wskazać dość powszechną niewiarę we wzrosty, czego wyrazem jest utrzymująca się 20 punktowa ujemna baza na kontraktach. Niestety, sytuacja nie jest wolna od zagrożeń, przede wszystkim politycznych. O dziwo, nie pochodzą one z naszego podwórka, a są związane z odrzuceniem eurokonstytucji przez Francję i Holandię. Jeśli dodać do tego pogłoski o możliwości wystąpienia Niemiec i Włoch z unii monetarnej, to faktycznie w krótkim terminie ryzyko jest znaczne. Pytanie tylko, czy socjalna Europa symbolizowana przez odrzucony traktat, to najlepsze długofalowe rozwiązanie.
Zwróć uwagę:
Pekaes - ciągle atrakcyjny, choć możliwa korekta.