Reklama

Unio, czas wziąć się do roboty

Unia potrzebuje w pełni wolnego rynku, tak aby możliwy był efekt synergii całego obszaru gospodarczego

Publikacja: 09.06.2005 08:41

Końcówka maja i początek czerwca zapiszą się na kartach historii. Odrzucenie traktatu konstytucyjnego przez dwa kraje członkowskie dla jednego może być niezwykłe, inny machnie na to ręką. Istotne jest jednak to, że decyzję tę podjęły społeczeństwa, które kiedyś były trzonem europejskich idei - warto wspomnieć Europejską Wspólnotę Węgla i Stali z 1951 roku. Zagłosowano przeciwko integracji, zwyciężyła niechęć do polskiego hydraulika - tak pisały media. Problem jest jednak o wiele bardziej złożony.

Wyniki głosowań to raczej wypadkowa niezrozumienia pewnych faktów i tym samym głębokiej niechęci wobec polityków. A co na to sami zainteresowani? Mamy tak zwany kontrolowany szok i dalszą próbę kontynuacji niezbyt trafionego pomysłu. Miejmy nadzieję, że zwycięży jednak rozsądek, który wymusi zmiany. Nie oznacza to zaniechania prac nad dalszą integracją, a raczej zajęcie się jej inną płaszczyzną - ekonomiczną.

Przeciętny Francuz czy Holender patrzy na świat z perspektywy własnego portfela. Czy słusznie? Warto zadać pytanie, kto tak nie robi? I tak, przez lata przyzwyczaili się do opiekuńczego państwa i nieco hermetycznej Unii Europejskiej. Kiedy otworzyła się ona na nowe kraje, gdy wprowadzono wspólną walutę i kiedy globalizacja w pełnym tego słowa rozumieniu zajrzała pod przysłowiowe strzechy, pojawił się sprzeciw. Niechęć do tego, co nowe, jest znaną postawą społeczeństw. Obawa przed zmianą bywa często wykorzystywanym przez polityków elementem w sprawowaniu władzy. Serwowana przez nich postawa bierności do niczego jednak nie prowadzi, gdyż świat idzie cały czas do przodu, co zmusza do stawiania czoła nowym wyzwaniom. A przed państwami Unii stoi konieczność reform - likwidacji formy opiekuńczego państwa, gdyż prowadzi ona tylko do coraz większego wzrostu wydatków budżetowych i zmniejsza konkurencyjność europejskich gospodarek. Unia potrzebuje także większej integracji w postaci budowy w pełni wolnego rynku, tak aby możliwy był efekt synergii całego obszaru gospodarczego.

Pierwszym jego elementem było przyjęcie euro - wspólna waluta miała ułatwić wymianę handlową. Ta w zasadzie polityczna decyzja była łatwa, gdyż większość przyjmowała ją z zainteresowaniem. Reszta jest jednak już stara jak świat i bolesna dla przeciętnego Francuza i Holendra, z tym że ich politycy boją się to powiedzieć.

Trudne decyzje bywają bolesne - przekonali się o tym kanclerz Gerhard Schroeder i jego SPD. Także nasi politycy odłożyli na razie reformy na półkę. Z kolei ci z Brukseli wolą zajmować się budową wizji europejskiego superpaństwa, które bardziej przypomina "political fiction". Znany amerykański ekonomista, noblista prof. Milton Friedman pisał, że europejskie społeczeństwa są zbyt zróżnicowane wewnętrznie, a dążenia do większej politycznej integracji mogą okazać się błędem. Postawił on także dosyć kontrowersyjne tezy mówiące o upadku Unii Europejskiej i strefy euro w ciągu dekady. Wtedy był to rok 2002 i dominował optymizm. Miejmy nadzieję, że starczy go i teraz, w okresie podejmowania koniecznych i trudnych decyzji, jakie czekają Europę. Najgorsze jest to, że odwrotu nie ma. Co najlepsze - Friedman nie musi mieć racji.

Reklama
Reklama

Autor to główny analityk

Palladia Capital Markets

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama