Pod koniec maja Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła przetarg na ocenę zasadności kosztów przygotowania projektu przez koncesjonariusza autostrady - spółkę GTC. Chodzi o to, czy 25 mln euro, jakie przyszły budowniczy zainwestował w sporządzenie dokumentacji budowlanej i finansowej przedsięwzięcia, nie jest zbyt wygórowaną sumą. Koncesjonariusz twierdzi, że taką właśnie kwotę wydał od 1996 r., kiedy rozpoczął się wybór spółki koncesyjnej. Tyle też będzie miał prawo "uszczknąć" w pierwszej kolejności z początkowej transzy kredytu, który posłuży finansowaniu budowy odcinka A-1 między Gdańskiem a Grudziądzem (łączny jego koszt to około 505 mln euro).
Wczoraj GDDKiA otworzyć miała oferty firm audytorskich. Niestety - żadna nie wpłynęła. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, wszystkich odstraszył termin zakończenia analizy - 20 czerwca. Skąd taki pośpiech? Taki właśnie termin wyznaczył resort infrastruktury, który dąży do szybkiego podpisania umowy finansowej z GTC. Mowa w niej o zwrocie dotychczasowych nakładów koncesjonariuszowi.
Rząd i koncesjonariusz chcą, aby inwestycja rozpoczęła się jeszcze w tym sezonie budowlanym. Ale bez tzw. zamknięcia finansowego nie będzie ostatecznej zgody Europejskiego Banku Inwestycyjnego na udzielenie kredytu. A bez pieniędzy budowa nie ruszy. - Chodzi o to, aby zdążyć przed ostatnim posiedzeniem Rady Dyrektorów EBI przed wakacjami - przyznają w GDDKiA.
Dyrekcja musi teraz zaufać wyliczeniom przedstawionym przez koncesjonariusza. Swoją opinię wystawi także - na podstawie rozliczeń GTC z urzędami skarbowymi - Ministerstwo Finansów.