Wydarzeniem czwartku było wystąpienie Alana Greenspana na forum połączonych komisji gospodarczych Kongresu USA. To już drugie wystąpienie szefa Fed w tygodniu. Bazując na tym pierwszym, podczas konferencji w Pekinie, rynek oczekiwał ciepłych słów o amerykańskiej gospodarce oraz sugestii, że proces zaostrzania polityki monetarnej zbliża się do końca.

Jednak im bliżej było do wystąpienia, tym większe pojawiały się wątpliwości, czy faktycznie bank centralny zamierza zakończyć cykl podwyżek. Wątpliwości te dodatkowo podsycała wypowiedź prezesa Fed z Atlanty Jacka Guynna, który stwierdził, że neutralne nastawienie w polityce monetarnej jeszcze nie zostało osiągnięte.

Jak się później okazało, wątpliwości były jak najbardziej słuszne. Szef Fed co prawda powiedział, że inflacja jest pod kontrolą, ale silne podstawy amerykańskiej gospodarki tworzą warunki do dalszego, stopniowego zacieśniania polityki pieniężnej. Amerykańskie indeksy początkowo zareagowały na te słowa wzrostem, ale zaraz przestraszyły się podwyżek stóp procentowych i zaczęły tracić na wartości. Równocześnie zaczął zyskiwać dolar. Rosła również rentowność amerykańskich obligacji. Nie były to jednak reakcje paniczne.

Sytuacja techniczna głównych amerykańskich indeksów jest bardzo ciekawa. Ostatnie dni przyniosły bowiem wyhamowanie rozpoczętych pod koniec kwietnia wzrostów. Na wykresach indeksów Nasdaq Composite czy S&P500 zostały wyrysowane czarne świece. Obserwujemy również pogorszenie sytuacji na podstawowych wskaźnikach. Mimo to wciąż jednak brak jest jednoznacznych sygnałów sprzedaży. Co więcej, wciąż aktualne są sygnały zachęcające do kupna akcji, jak chociażby te wygenerowane w momencie przełamania 61,8-proc. zniesienia wcześniejszych impulsów spadkowych. W tej sytuacji, o ile najbliższe dni nie przyniosą zdecydowanych spadków, to szanse na test 1225 pkt przez S&P500 (szczyt z 7 marca) oraz 2178 pkt przez Nasdaq (szczyt z 30 grudnia ub.r.) są bardzo duże. Poziomy te wyznaczają doskonały cel dla letniej hossy w USA.