Ostatnia sesja tygodnia to sukces byków, będący zwieńczeniem kilku dobrych dla nich dni. Została wykreślona kolejna luka hossy, a kursy zbliżyły się do 2000 pkt. Niby wszystko idzie zgodnie z planem. Niby, bo cały czas na rynku przeważają nastroje, które utrudniają wykreślenie szczytu.

Wzrost w ostatnich dniach to konsekwencja pokonania 1930 pkt. Teraz czas na walkę w okolicy 2000 pkt. Wydawałoby się, że ten poziom nie będzie przebity. Byłoby to zgodne ze scenariuszem kreślenia prawego ramienia wielomiesięcznej formacji szczytowej - głowy i ramion. Wyjście nad 2000 pkt wymaga dużego wysiłku i determinacji ze strony kupujących. Nagroda może być przednia, gdyż nie można byłoby wtedy mówić o formacji, ale o możliwym ataku na szczyty z końca lutego.

W tej chwili więcej przemawia za scenariuszem spadkowym, ale element nastrojów skutecznie studzi niedźwiedzie oczekiwania. Problemem jest fakt, że opinia o utrzymaniu się poziom 2000 pkt i późniejszym spadku jest powszechna. Tym samym jej znaczenie jest ograniczone. Większość przecież nie może mieć racji. Z ujemną bazą mamy do czynienia od kilku dni. Wzrost cen i zbliżenie się do oporu nie zmienia nastrojów, bo jest ono przez posiadaczy krótkich pozycji wkalkulowane. Wydaje się, że spadek będzie możliwy dopiero wtedy, gdy rynek zostanie czymś zaskoczony i wiara w spadki zniknie. Może to oznaczać, że walka w tych okolicach potrwa nieco dłużej. Pewnie będziemy mieli do czynienia z atakami popytu. Jego zachowanie w kluczowych momentach będzie dobrą wskazówką. Nie można wykluczyć, że dojdzie nawet do naruszenia oporu. Pozostaje obserwować poziomy zamknięć i wielkość obrotu. Gdy ceny wyskoczą nad 2000 pkt przy poważnym obrocie niedźwiedzie przejdą do defensywy.