W tegorocznym budżecie na promocję Polski za granicą zaplanowano ok. 28 mln zł. - To o kilkanaście procent mniej niż rok wcześniej - mówi Krzysztof Turowski z Polskiej Organizacji Turystycznej. - Obawiam się, że pieniędzy na II półrocze zabraknie - dodaje. Tymczasem np. Czesi lub Węgrzy na promowanie swych krajów za granicą wydają rocznie kilka lub nawet kilkanaście razy większe kwoty niż my. I mają efekty. Cztery razy mniejsze od Polski Czechy odwiedziło w ub. r. ponad 100 tys. Japończyków, nad Wisłę przyjechało ich w tym czasie tylko 33 tys. A jak wynika z danych Instytutu Turystyki, to właśnie przybysze z tzw. krajów zamorskich, m.in. Japonii, wydają podczas swych turystycznych wyjazdów najwięcej. W ub.r. przeciętny turysta odwiedzający Polskę zostawił u nas 160 USD, Japończyk, Koreańczyk lub Amerykanin - prawie 300 USD.
Ministerstwo gospodarki, które odpowiada za rozwój turystyki, chce, aby w budżecie na 2006 rok suma przeznaczona na promocję kraju wynosiła do 68 mln euro. - Pozwoliłoby to wreszcie przeprowadzić prawdziwą kampanię reklamową naszego kraju na przynajmniej dwóch rynkach, w Niemczech i w Japonii - ma nadzieję Krzysztof Turowski. Polska miałaby się tam promować na bilbordach oraz w telewizyjnych spotach reklamowych.
Jakich efektów należy się po tym spodziewać? Przedstawiciel POT uważa, że przychody z tytułu przyjazdów cudzoziemców z pewnością wzrosną, choć nie chciał oszacować, o ile. Według danych Instytutu Turystyki, w ub.r. wyniosły one prawie 5,79 mld USD, rok wcześniej - niespełna 4,1 mld USD.