Reklama

Powrót złowrogich spekulantów

Publikacja: 13.06.2005 10:00

Wrócili spekulanci. Źli i brzydcy. Kiedyś odpowiadali za brak mięsa i cementu, teraz wzięli się za akcje. Stoją pod firmami, nagabują biednych ludzi i podstępem wycyganiają od nich za grosze akcje warte fortunę. I robią to w sposób tak obrzydliwy, że biedni ludzie muszą płacić podatek.

Tak mniej więcej wygląda sytuacja pracowników firm farmaceutycznych, którą opisał mój redakcyjny kolega. Jak czytałem o niecnych postępkach spekulantów, aż miałem ochotę zakrzyknąć: "Policja!!" i patrzeć potem, jak wyprowadzają tychże panów w kajdankach.

Sęk w tym, że policja zrobić tego nie może, bo ci panowie postępują zgodnie z prawem. Tak się śmiesznie składa, że prawo nie zabrania nikomu nagabywać ludzi o akcje firm, w których pracują, odkupywać ich na podstawie umów cywilnych i na dodatek po takich cenach i według takich zasad, jakie się obu stronom zamarzą A że często sprzedający tracą? A jak mają nie tracić, skoro nie mają możliwości dowiedzieć się o cenach, jakie zapłacili inni, ani o ofertach, jakie inni panowie są gotowi złożyć.

Zawsze mnie fascynowało i nadal fascynuje fakt, że mając 10 akcji o wartości 1 zł nie mogę ich sprzedać ogłaszając się w gazecie. Mógłbym tak zrobić nawet z najdroższym domem, z luksusowym samochodem czy obrazem van Gogha, gdybym go miał. Ale akcji sprzedawać mi nie wolno.

Mimo dobrych chęci, jakoś nie znajduję wyjaśnienia tego faktu. Bo o co właściwie chodzi? O to, że dzięki ogłoszeniom ktoś mógłby przejąć wielką firmę? Przecież właśnie cały problem spekulantów bierze się stąd, że teraz też to można zrobić, i to po cichu. Gdyby jednak można było dać do gazety ogłoszenie: "Dostałem ofertę zakupu akcji firmy X po 12 zł za sztukę. Kto da więcej?", ktoś na proceder skupowania walorów zwróciłby uwagę. I być może dałoby się uzyskać wyższą cenę.

Reklama
Reklama

Albo inne wyjaśnienie - zakaz uniemożliwia unikanie ogłaszania wezwań. Ale efekt jest odwrotny - cały proceder "staczy" służy do przejęcia kontroli nad firmą nim zadebiutuje ona na giełdzie. Oczywiście, trzeba wiedzieć, czy jest sens kupować firmę i ile na tym można zarobić. Zwykle takie informacje mają osoby ze środka spółki albo ci z zewnątrz, którzy w firmie mają swoich ludzi. Inni nie zwracają uwagi na takie firmy, bo nie wiedzą najczęściej, że akcje są na sprzedaż. Między innymi dlatego, że nie można oferty zakupu zamieścić np. w internecie.

Ktoś powie, że tego typu oferty oznaczałyby koniec giełdy - bo po co komu rynek, jeśli do handlu akcjami wystarczyłyby gazety czy internet. Ale to też nieprawda - w końcu teraz też można kupować i sprzedawać akcje poza giełdą. Nie można ich tylko oferować w sposób inny niż opisany w ustawie. Poza tym właśnie od tego typu ofert, - od handlu walorami w knajpach czy na targowiskach - giełdy się zaczynały. Potem ludzie zaczęli chodzić w określone miejsca, bo wiedzieli, że będą mogli tam zainwestować swoje pieniądze. Teraz tak samo - chodzi się do sklepu spożywczego, bo wiadomo, że tam można kupić chleb i mleko. Bo to wygodniejsze niż chodzenie po ulicach i pytanie przechodniów, czy mają mleko i pieczywo do sprzedania. Ale tego nikt przecież nie zabrania.

Tak samo jak nie zabrania zorganizowania spotkania pracowników ze "staczami". Wystarczy zebrać kilkadziesiąt albo sto kilkadziesiąt osób, zamknąć je w jakimś pomieszczeniu, przedstawić sobie wzajemnie - i można oferować akcje do woli. Można się o nie targować, można nawet składać konkurencyjne oferty - dotyczące i ceny, i sposobu zakupu.

Nie zdziwiłbym się, gdyby takie instytucje już funkcjonowały. W końcu ci "stacze" - albo ich "przełożeni" - często te akcje odsprzedają dalej. Całkiem możliwe, że robią to w trakcie sesji na takiej "niby-giełdzie", gdzie można bez problemu spotkać zainteresowanych nabywców, którzy za możliwość wstępu płacą całkiem spore pieniądze. A że o tym nie wiemy? Pewnie dlatego, że oferowanie za pośrednictwem ogłoszenia miejsca na takiej giełdzie byłoby również niezgodne z prawem.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama