Na wykresie tygodniowym próba powrotu do wnętrza klina powiodła się. Tym samym koncepcja 7-miesięcznego RGR-a straciła nieco na znaczeniu. Posługujący się skalą liniową inwestorzy słusznie jednak wskażą na fakt, iż wykres indeksu zbliża się od dołu do 2,5-letniej głównej linii trendu, w związku z tym zwrot na poziomie kwietniowych szczytów jest wciąż możliwy. Reasumując, sytuacja w najdłuższym ujęciu czasowym jest nadal nierozstrzygnięta i każdy argument za kontynuacją wzrostu napotka przeciwny, przemawiający na korzyść podaży.

W ujęciu dziennym wykres także znalazł się w bardzo ważnym punkcie, niekoniecznie jednak zwrotnym. W piątek luka z 14 kwietnia na 1984 pkt została przymknięta, jednocześnie powstało nowe, niewielkie okno hossy. Przed poniedziałkową sesją inwestorzy powątpiewali w to, czy można mówić o sukcesie popytu i zakończeniu 3-dniowej konsolidacji. Powodem był kształt piątkowej świecy. Cofnięcie spod 2000 pkt wykreowało zalążek spadającej gwiazdy, a spadek poniżej 1984 pkt wzmógłby parcie sprzedających na linię miesięcznego trendu wzrostowego, przebiegającą na 1960-1963 pkt. Na początku notowań te obawy zdawały się nabierać realnego kształtu. Indeks powrócił pod poziom 1984 pkt. Naruszenie wsparcia zadziałało jednak jak odskocznia - byki przeszły z obrony do ofensywy, a WIG20 podjął próbę wzrostu w okolice 62-proc. zniesienia. Zważywszy że w rejonie 2010 pkt wygasa również zasięg wzrostu z 3-miesięcznego kanału spadkowego, zadanie kupujących stanowiło nie lada wyzwanie. Ostatecznie indeks zamknął się na poziomie 2002 pkt.

Czy w związku z tym należy pośpiesznie rozpocząć realizację zysków? Owszem, można zmniejszyć nieco zaangażowanie. Uprawnia do tego bliskość 62-proc. zniesienia, ale dopóki nie pojawią się pierwsze sygnały zmiany trendu, jakim byłoby np. przełamanie miesięcznej tendencji wzrostowej, nie należy wykonywać żadnych działań wyprzedzających. Wspinaczka po tej swoistej ścianie strachu może jeszcze potrwać. Oscylatory średnioterminowe, jak MACD czy ADX, nie dają powodów do niepokoju.