- Nie ukrywam, że rozmawiamy o kontraktach, które nie były uwzględniane w naszych szacunkach. Jak wyjaśnia, chodzi o wejście Ferrum na nowe rynki. - Przykładem był niedawny estoński kontrakt. Ale teraz myślimy głównie o pozaunijnych rynkach. To są projekty ewentualnie na drugie półrocze, ale już je mamy na tapecie. Jeśli niektóre z nich zrealizujemy, na pewno przekroczymy prognozy - informuje J. Waszczak.
Kolejnej emisji nie będzie
Firmie pomogły wpływy z zakończonej połowicznym sukcesem emisji. Firma zainkasowała prawie 18 mln zł (wartość oferty sięgała 50 mln zł) i powiększyła kapitał obrotowy. - Pieniądze są już w obiegu. Przydały się na większe zakupy - tłumaczy prezes. To ułatwiło wzrost sprzedaży. Efektem powinien być także spadek kosztów finansowych. Spółka nie myśli o kolejnej emisji. Tym bardziej że sprzyja jej też spadek cen stali. Dzięki niemu nie odczuwa już takiej presji w związku z niedoborem kapitału obrotowego.
Winne małe obroty
Dobre wyniki i jeszcze lepsze zapowiedzi nie pomagają notowaniom przedsiębiorstwa. Po krótkiej stabilizacji, obsuwają się. Wczoraj spadły o 2,2%, do 8,8 zł. Cały czas utrzymują się poniżej ceny emisyjnej akcji sprzedawanych w kwietniowej ofercie - 9,5 zł. - Nie wiem, co się dzieje z kursem. Przypatruję się innym spółkom i nie potrafię tego zrozumieć. Weźmy na przykład Swarzędz, który jest dla mnie zagadką. Ma ujemne kapitały, chyba z 11 mln zł, jedną nogą jest na tamtym świecie, a kurs rośnie np. o 20%. Czyli w grze są pewnie spekulanci. U nas za niską wycenę odpowiadają małe obroty. Nikt nie chce sprzedawać akcji - komentuje prezes. Ocenia, że kurs jest zbyt niski i nie odzwierciedla osiągnięć spółki. - Jest zdecydowanie za niski - podkreśla.