Czy jeszcze dwa kwartały temu ktoś przypuszczał, że dane o inflacji (spadek rocznego wskaźnika o 0,5 pkt proc.) przyjęte zostaną nie tylko z obojętnością, ale jakby z lekkim zawodem? Apetyt rośnie w miarę jedzenia...
Do momentu pojawienia się danych za styczeń powszechnie przyjmowany był scenariusz, w myśl którego pierwszy kwartał miał przynieść wzrost rocznego wskaźnika inflacji nawet o 0,5 pkt proc. w stosunku do danych z grudnia. Tymczasem wskaźnik marcowy okazał się o 1 pkt proc. niższy od grudniowego, a poprawy nie zawdzięczaliśmy jeszcze osławionej bazie. Skoro tak, to do zniżek, które powinny pojawić się w okresie kwiecień-lipiec podeszliśmy z nadmiernym chyba entuzjazmem. Nic więc dziwnego, że majowy spadek inflacji, będący którymś już z kolei, w dodatku nieco mniejszym niż oczekiwano - przyjęty został raczej chłodno. Szkoda, wszak był dość symboliczny. Oznaczał bowiem powrót po roku tułaczki do poziomu celu inflacyjnego.
Czy od danych majowych faktycznie wieje nudą pomieszaną z nutą rozczarowania? Niby tak - spadek rocznego wskaźnika inflacji wynikał z efektu bazy. W dodatku okazał się nieco mniejszy niż oczekiwał rynek. Z drugiej jednak strony, do pojawienia się danych poprzednich, tj. za kwiecień, ów efekt, jakim mieliśmy się cieszyć w czterech kolejnych miesiącach, tj. między kwietniem a lipcem - rozpatrywany był raczej jako bardzo uzasadnione prawdopodobieństwo, nie zaś jako fakt.
W maju zadziałać miała - po pierwsze - baza związana z podwyżkami w mieszkalnictwie, gdzie skokowy wzrost cen zanotowany przed rokiem podbił ogólny wskaźnik inflacji o dodatkowe 0,5 pkt proc. Po drugie, zadziałać miała baza związana ze skokowym wzrostem cen paliw. Wypada przypomnieć, że w maju 2004 r. wzrost cen w transporcie wyniósł 3,2% i podniósł ogólny wskaźnik inflacji o dodatkowe 0,2-0,3 pkt proc. Tym razem zadziałały oba ze wzmiankowanych czynników i w dodatku z siłą zgodną z oczekiwaniami.
Spadek rocznego wskaźnika inflacji okazał się jednak mniejszy niż by wynikało z owych baz. W paradę wszedł tu błąd w ocenie, kiedy nastąpi pierwszy spadek cen warzyw i owoców. Warto przypomnieć, że na początku wiosny ceny w tej grupie, z pojawieniem się pierwszych nowalijek, rosną raczej drastycznie. Stosunkowo jednak szybko następuje przejście do fazy spadkowej - kiedy pojawia się druga - znacznie szersza fala dostaw. W bieżącym roku pojawiła się ona jednak dopiero z początkiem czerwca, nie zaś w końcu maja.