Szefowie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, który zarządza FUS-em, przedstawili stan finansów tego funduszu. Okazuje się, że dane o przychodach z I kwartału tego roku wskazują, iż może zabraknąć aż 3,2 mld zł. Głównymi przyczynami tych niedoborów są decyzje podjęte przez Sejm. W budżecie FUS na 2005 rok zapisano bowiem, że ponad 1,8 mld zł dodatkowych dochodów przyniesie zwiększenie wysokości składek na ubezpieczenie społeczne, które płacą przedsiębiorcy. Z kolei 600 mln zł to koszt likwidacji tzw. starego portfela oraz dodatki do najniższych rent i emerytur. Ale na kondycji finansowej ZUS odbiło się także spowolnienie gospodarcze.
- Fundusz płac w I kwartale wzrósł nie o 106,2%, tylko o 105,4% - powiedział Ireneusz Fąfara, wiceprezes ZUS. Ta różnica oznacza dla FUS przychody mniejsze o 750 mln zł.
Nie wiadomo, czy wzrost funduszu płac będzie na tyle szybki w kolejnych miesiącach, aby udało się odzyskać część strat. Poza tym ZUS nie wie, ile tak naprawdę będzie kosztować wypłata dodatków do najniższych świadczeń. Według szacunków sejmowych, miałoby to być ok. 1,3 mld zł. Jednak faktycznie mogą być to większe kwoty. Z wyliczeń Zakładu wynika bowiem, że pieniądze może dostać nawet 3,5 mln osób (o ile nie mają jeszcze innych źródeł dochodów).
Braki w przychodach FUS załata, pożyczając pieniądze w bankach. Na koniec 2004 roku jego dług w bankach komercyjnych wyniósł niecałe 4,6 mld zł. Na koniec maja tego roku było to nieco mniej, 4,35 mld zł.
- Z kredytów bankowych korzystamy od 1999 r. i nigdy nie spowodowało to żadnych opóźnień lub innych problemów z wypłatą świadczeń - powiedziała Aleksandra Wiktorow, prezes ZUS.