Kraje, które wprowadziły to rozwiązanie, scentralizowały dane o podatnikach, ułatwiły również wymianę informacji między urzędami. Wówczas łatwiej wykryć nieprawidłowości, np. robiąc testy statystyczne danych. Urzędy podatkowe wypracowały przy tym ciekawe strategie. Dzielą podatników na grupy zawodowe, po czym budują profil typowego dentysty, kierowcy, pielęgniarki. System informatyczny porównuje potem dane podatnika z profilem - i jeśli występują duże rozbieżności, formularz podatkowy idzie do dokładnego sprawdzenia.
W moim rodzimym kraju - Holandii - fiskus długo nie radził sobie ze zbudowaniem takiego punktu odniesienia dla... barmanów. W końcu zdecydował, że sprawdzać będzie zużycie nabojów gazowych w pubach. Dzięki temu wiadomo było naprawdę, ile piwa się w danym miejscu sprzedaje i czy właściciele pubów nie unikają w ten sposób podatku od sprzedaży, na czym korzystają także barmani.
Czy takie rozwiązania można stosować w Polsce? Nasz system podatkowy uznawany jest powszechnie za nieczytelny, mamy wiele ulg, zwolnień, odstępstw od ogólnych zasad...
Myślę raczej, że macie klarowny, ale złożony system... A tak na poważnie, chodzi o to, aby zapewnić odpowiednią kadrę do weryfikacji formularzy. Zwykle testów względem profilu nie przechodzi około 10% zeznań. U was może być więcej, ale urzędnicy, którzy do tej pory pracowali przy skanowaniu dokumentów i kontaktowali się z podatnikiem, mogą się zająć sprawdzaniem. W ten sposób niwelujemy jednocześnie strach pracowników fiskusa przed zmianami i zwolnieniami.
A co z luką informacyjną społeczeństwa? Nie spodziewa się Pan chyba, że wszyscy Polacy od razu rzucą się do internetu...
Dlatego zwykle nie rezygnuje się z przyjmowania dokumentów papierowych. Ale jak pokazują przykłady z krajów, które e-filling już wprowadziły, w ciągu pięciu lat od reformy formularze w internecie wypełnia przeciętnie 80% osób fizycznych i niemal wszystkie firmy.