Historia zatoczyła koło i czerwcową serię kontraktów pożegnaliśmy w piątek na niemal tych samych poziomach, na których 3 miesiące temu wchodziła do gry. Połowa tego okresu upłynęła na dynamicznej szarpanej przecenie, a połowa na bardzo systematycznym trendzie wzrostowym, który pozwolił odrobić ponad 200 pkt. Teraz czeka nas przedwyborcza seria wygasająca na tydzień przed pójściem do urn. O ile miałbym dzisiaj rysować prognozę, o tyle najprędzej byłby to schemat idealnie odwrotny do ostatniej serii, czyli wzrost do połowy wakacji, a potem przedwyborcza niepewność i realizacja zysków. Ale proszę do takiej wizji rynku zbytnio się nie przywiązywać.
Sam na początku ostatniego tygodnia "dojrzewałem", że prognozowany wzrost do 2000 pkt może nie zaspokoić byczych apetytów. Zachowanie rynku na ostatnich sesjach także to potwierdza. Trend jest stabilny, potwierdzony obrotami, korekty są bardzo płytkie, a wszystko w świetnym otoczeniu zarówno biorąc pod uwagę rynki zagraniczne (akcje/obligacje), jak i dane makro, które paradoksalnie zaszkodzić teraz (do końca czerwca) "nie mogą" - z dobrych danych ekonomiści się cieszą, a złe w krótkim terminie podgrzewają hossę na obligacjach.
Nie mam wyjścia jak tylko podtrzymać swoją opinię, że możemy mieć obecnie do czynienia z sytuacją podobną do lutego, gdy sprzyjające warunki dla zagranicznego kapitału doprowadziły indeksy znacznie powyżej rozsądnych (2000 pkt?) oczekiwań, a rynek odchorował to dopiero w kolejnych dwóch miesiącach. Wydaje się, że choćby tylko tak silny pesymizm (znowu Wigometr!) nie służy odwróceniu trendu. Zresztą trzeba też pamiętać, że rynek wspierać zaczną zaraz krajowe instytucje, które będą chciały podciągnąć wyceny jednostek na koniec kwartału. Korekta? Pewnie tak, ale tylko korekta.